Ostatniego dnia lutego, Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły skoordynowane uderzenia wojskowe na cele w Iranie. Trafione zostały najważniejsze miasta – Teheran, Isfahan, Tabriz, Karadż i Kom. Deklarowanym celem jest zniszczenie irańskiego programu nuklearnego oraz osłabienie reżimu. Iran odpowiedział atakami rakiet balistycznych na Izrael oraz uderzeniami na amerykańskie bazy w Kuwejcie, Katarze, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Bahrajnie, zwiększając ryzyko rozszerzenia konfliktu na infrastrukturę Arabii Saudyjskiej lub włączenia się Hezbollahu. Konfrontacja przechodzi tym samym z fazy nacisku politycznego w otwartą fazę militarną.

Konflikt w Iranie a cena ropy – kierunek jest jasny…
Z perspektywy rynku najważniejsze jest wyczucie momentu. W przypadku ropy naftowej takie wydarzenia zwykle generują premię za ryzyko – nie dlatego, iż rynek natychmiast „wie” o fizycznym zakłóceniu podaży, ale dlatego, iż musi przeszacować prawdopodobieństwo scenariuszy, które dotąd uznawano za mało realne. Tworzy to warunki do gwałtownego ruchu cen: panika, transakcje zabezpieczające (hedgingowe) i algorytmy reagujące na nagłówki mogą jednocześnie uderzyć w rynek.
Handel ropą odbywa się niemal bez przerwy, ale w weekendy płynność jest ograniczona, dlatego pierwsze pełne przeszacowanie cen nastąpi najprawdopodobniej na początku tygodnia. Kierunek jest jasny: w górę. jeżeli sytuacja nie uspokoi się, wzrost o 10–15 dolarów na baryłce jest realny, a poziom powyżej 100 dolarów nie może zostać wykluczony. najważniejsze są trzy warstwy ryzyka:
1. Bezpośrednie zakłócenie produkcji lub eksportu Iranu: Iran produkuje około 3,2 mln baryłek dziennie i eksportuje około 1,7 mln. jeżeli ataki uszkodzą infrastrukturę wydobywczą, rafinerie lub terminale przeładunkowe, część tej podaży może zniknąć z rynku. W krótkim okresie część wolumenów mogłaby zostać zastąpiona z innych źródeł (OPEC+ dysponuje wolnymi mocami produkcyjnymi), ale rynek natychmiast przeszacuje napięcie w bilansie podaży i popytu. Każdy dzień bez irańskich baryłek oznacza konieczność uszczuplania zapasów.
2. Logistyka i ubezpieczenia: choćby jeżeli produkcja pozostanie nienaruszona, wzrosną koszty transportu. Ubezpieczenia wojenne, premie za ryzyko oraz ograniczona dostępność tankowców zwiększają koszt każdej baryłki przemieszczającej się przez Zatokę Perską. Ten kanał jest szczególnie istotny dla Europy, ponieważ bezpośrednio przekłada się na ceny diesla i marże rafineryjne. W przeciwieństwie do początkowego skoku cen, te koszty często utrzymują się dłużej.
3. Cieśnina Ormuz jako „ryzyko ogonowe”: około 20% światowych dostaw ropy przepływa przez Cieśninę Ormuz. Rynki nie wyceniają jej całkowitego zamknięcia jako scenariusza bazowego – byłaby to globalna katastrofa. Jednak już samo zwiększenie postrzeganego prawdopodobieństwa zakłóceń wystarcza, by w cenach pojawiła się wyższa premia geopolityczna. choćby seria incydentów, zaostrzenie kontroli żeglugi czy wzrost składek ubezpieczeniowych może wywołać efekt podobny do częściowego ograniczenia przepływów. Gdyby Iran zdecydował się na asymetryczne działania odwetowe w tym obszarze, weszlibyśmy na nieznane terytorium — z ryzykiem wywołania globalnej recesji poprzez zakłócenie podaży.
Ceny paliw: czego można się spodziewać w najbliższych tygodniach i miesiącach?
W krótkim terminie (dni lub tygodnie) rynek będzie skrajnie zmienny i reagujący na nagłówki. Brent bardzo prawdopodobnie przetestuje poziomy powyżej 80 dolarów i może zbliżyć się do 90 dolarów. Ceny będą silnie reagować na informacje o ograniczeniach eksportu, atakach na infrastrukturę czy korytarze żeglugowe, ale także na sygnały deeskalacji. To, czy ceny utrzymają się na podwyższonych poziomach, zależy od jednego pytania: czy dojdzie do fizycznego zakłócenia podaży? jeżeli nie, a konflikt ograniczy się do działań powietrznych bez wpływu na przepływy ropy, rynek zaabsorbuje część szoku – premia za ryzyko pozostanie podwyższona, ale panika powinna wygasnąć.
W średnim terminie (wiosna–lato) scenariusz rozdziela się na dwie ścieżki. jeżeli konflikt ograniczy się do wymiany uderzeń bez istotnego wpływu na produkcję i transport, na pierwszy plan wrócą fundamenty – a te w tej chwili nie wskazują na trwale wysokie ceny. OPEC+ planuje umiarkowane zwiększenie produkcji o 137 tys. baryłek dziennie w kwietniu, a popyt nie przyspiesza w sposób gwałtowny. jeżeli jednak dojdzie do realnego zakłócenia irańskiej podaży lub przepustowości Ormuz, ropa może wejść w wyższy reżim cenowy na wiele miesięcy.
Implikacje dla firm transportowych: diesel, spready i zarządzanie ryzykiem
Dla operatorów transportowych najważniejsze jest to, iż ropa to nie diesel. Ceny diesla nie poruszają się w relacji jeden do jednego z ceną ropy – odzwierciedlają również marże rafineryjne, premie regionalne i sezonowość. W okresach kryzysowych spready zwykle się rozszerzają, co oznacza, iż europejski diesel może drożeć szybciej niż ropa – i co istotne, silniej wahać się w ciągu tygodnia.
W praktyce oznacza to konieczność obserwowania nie tylko nagłówków, ale twardych danych: ruchu tankowców, wycen ubezpieczeń oraz relacji między ceną ropy a diesla. Te wskaźniki często wcześniej niż sama cena ropy sygnalizują, czy problem staje się fizyczny.
Nie jesteśmy dziś w punkcie, w którym można z pewnością stwierdzić, czy ropa zmierza do 100 dolarów, czy wróci poniżej 70. esteśmy w punkcie, w którym gwałtownie wzrosło prawdopodobieństwo scenariuszy jeszcze niedawno uznawanych za marginalne. Niepewność staje się nową normą.
Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce.

4 tygodni temu















