
Spędziłem ostatnio czas na wschodzie Polski, kręcąc się po malowniczych i momentami dość krętych okolicach Janowa Podlaskiego. Okazja? Pierwsze jazdy odświeżoną Alfą Romeo Tonale. Wnioski? Czytajcie dalej.

Włosi przywieźli do testów wersje MHEV i PHEV. Mnie przypadła możliwość wypróbowania w dwóch, zaplanowanych przez organizatorów trasach w pięknych nadbużańskich rejonach południowego Podlasia za kierownicą wersji z wtyczką.

Powiem wprost: w dobie unifikacji wszystkiego ze wszystkim i opierania aut na tych samych klockach w ramach Grupy Stellantis, obawiałem się, iż ten lifting zabije resztki włoskiego charakteru. Na szczęście myliłem się, choć oczywiście nie jest to auto bez kompromisów. Ale po kolei.

Kreska, która wciąż robi robotę
Z Tonale zawsze było tak, iż choćby jeżeli ktoś kręcił nosem na niektóre technikalia, to i tak ostatecznie przyznawał: to auto po prostu dobrze wygląda. Lifting absolutnie tej reguły nie psuje. Włosi wzięli na warsztat przód – przeprojektowali słynny wlot „Trilobo” i wstawili nowy, trójwymiarowy grill „Scudetto”. Dolne otwory nawiązują teraz nieco do stylistyki Giulii GTA. Do tego w nadkola wciśnięto nowe wzory 19- lub 20-calowych felg.

Z palety ośmiu lakierów najbardziej w oko wpadają nowe: żółty Giallo Ocra i zielony Verde Monza (ja jeździłem czerwonym egzemplarzem, nowy lakier Giallo Ocra możecie zobaczyć w załączonej pod materiałem galerii fotografii Macieja Lubczyńskiego). SUV z natury rzeczy jest pudełkiem na kołach, ale projektantom Alfy udało się narysować pudełko wyjątkowo zgrabne i proporcjonalne. Nie ma tu udziwnień na siłę.

Wnętrze. Konkret, ale z lekkim opóźnieniem
W środku dostajemy to, czego oczekujemy od wyższej półki – odświeżone materiały w postaci czerwonej skóry albo czarno-białej Alcantary. Zmieniono układ tunelu centralnego, a sam selektor zmiany biegów zmodyfikowano na nowoczesną modłę, zamiast gałki mamy pokrętło.

Technologicznie mamy tu standard: przed oczami kierowcy cyfrowe zegary 12,3 cala, a na środku ekran multimediów 10,25 cala. System obsługuje bezprzewodowo Apple CarPlay i Android Auto , a jeżeli dopłacicie, posłuchacie nieźle grającego zestawu Harman Kardon o mocy 470 W z 14 głośnikami. Działa to wszystko poprawnie, choć powiedzmy sobie szczerze – ekrany i interfejsy stosowane w tej chwili przez markę potrafią czasami zaangażować uwagę kierowcy na ułamek sekundy za długo.

Z tyłu miejsca na nogi wystarczy, ale przez mocno opadającą linię dachu, wyżsi pasażerowie mogą poczuć się odrobinę klaustrofobicznie.

Prowadzenie, czyli naciąganie praw fizyki
I tu dochodzimy do sedna. Skoro baza techniczna pochodzi z magazynów koncernu, można by się spodziewać beznamiętnego SUV-a, który po prostu przewozi ludzi z punktu A do punktu B. I tu Alfa robi dużą niespodziankę. To auto jest zaskakująco zwarte.

Producent chwali się najbardziej bezpośrednim układem kierowniczym w tej klasie (przełożenie 13,6:1). I wiecie co? To faktycznie czuć. Na wytyczonych przez organizatora trasach wokół Janowa Podlaskiego, Tonale bardzo sprawnie i chętnie rzucało się w zakręty, trzymając zadany tor jazdy. Wersja Sport Speciale z hybrydą plug-in wyciska ze zelektryfikowanego napędu 270 KM, przekazując moc na cztery koła (Q4).

Włosi dopracowali oprogramowanie sterujące hybrydą. Przełączanie między silnikiem spalinowym a elektrycznym jest teraz płynniejsze niż w przedlifcie i odbywa się bez irytujących szarpnięć. W opanowaniu auta pomagają poszerzony rozstaw kół oraz skuteczne hamulce Brembo z układem brake-by-wire.

Czy to poziom sportowej Giulii Quadrifoglio? Bądźmy dorośli, oczywiście, iż nie. To przez cały czas dość ciężki crossover z wyżej umieszczonym środkiem ciężkości. Przy agresywnych zmianach kierunku fizyki po prostu nie oszukasz – masa daje o sobie znać. Ale na tle wielu mdłych i bezpłciowych rywali w tym segmencie, układ jezdny Alfy wciąż sprawia dużą frajdę z jazdy. To nie jest tylko narzędzie transportowe, czuć w nim chęć do zabawy.

Cennik – tu jest największe zaskoczenie
Wraz z liftingiem Alfa uporządkowała ofertę. Mamy teraz wersję bazową (nazwaną po prostu Tonale), a wyżej stoją odmiany Sprint, Ti oraz Veloce. Producent w swoich komunikatach prasowych dyplomatycznie deklaruje „utrzymanie obecnych poziomów cenowych” przy jednoczesnym wprowadzaniu nowej wersji podstawowej. Tymczasem, gdy wczytałem się w tabele podczas prezentacji, zauważyłem rzecz dziś niemal niespotykaną na rynku motoryzacyjnym. Poliftowe Tonale po prostu potaniało. I mówimy tu nie tylko o „gołej” wersji bazowej, która ma za zadanie ładnie wyglądać w cenniku i w reklamach, ale praktycznie o całym przekroju dostępnych wariantów wyposażenia.

Zamiast wystawiać ostateczne noty (w końcu to tylko pierwsze jazdy, na pełny test przyjdzie czas, gdy auto trafi do naszej redakcji na dłużej), powiem krótko: lifting zdecydowanie zrobił Tonale dobrze. Poprawiono to, co trzeba było poprawić w oprogramowaniu i ergonomii, zachowano świetny design nadwozia, a co najważniejsze – nie wykastrowano tego auta z charakteru wyróżniającego włoską markę. jeżeli szukasz kompaktowego SUV-a i ziewasz z nudów na widok niemieckiej czy azjatyckiej konkurencji, włoska propozycja jest teraz mocniejsza niż kiedykolwiek.

Ja jeździłem egzemplarzem czerwonym, którego zdjęcia widzicie powyżej, ale aut było więcej, egzemplarzowi w nowym kolorze żółtym Giallo Orca świetne zdjęcia zrobił Maciej Lubczyński, zapraszam do galerii jego fotografii poniżej:
Jeśli artykuł Pierwsze jazdy: nowa Alfa Romeo Tonale. Wciąż ma duszę, fizyki jednak nie oszuka nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

1 godzina temu











