Czy właściciel samochodu może samodzielnie wykonać naprawę gwarancyjną – bez wizyty w autoryzowanej stacji obsługi – i wciąż zachować pełnię ochrony producenta? Jeszcze do niedawna takie pytanie brzmiałoby jak herezja. Tymczasem jeden z producentów zapowiada rozwiązanie, które może wywrócić do góry nogami dotychczasowy model serwisowania aut.

Amerykańska firma Slate Auto, przygotowująca się do wejścia na rynek z elektrycznym pick-upem, otwarcie deklaruje przywiązanie do idei „right to repair”, czyli prawa użytkownika do samodzielnej naprawy własnego pojazdu. Nowością – i to bezprecedensową w skali całej branży – jest jednak coś więcej niż dostęp do dokumentacji czy części. Slate chce objąć gwarancją również te naprawy, które wykonają sami użytkownicy.
O planach firmy opowiedział Jeremy Snyder, dyrektor ds. handlowych Slate, w programie Jay Leno’s Garage. „Po pierwsze, chcemy, aby nasi klienci samodzielnie wykonywali naprawy. Mogą choćby wykonywać samodzielne naprawy gwarancyjne, co jest pierwszym takim przypadkiem w branży” – stwierdził Snyder. To zdanie wystarczyło, by w motoryzacyjnym świecie zapaliła się lampka ostrzegawcza – albo entuzjazmu.
Slate od początku komunikuje, iż jego pojazdy mają być proste w obsłudze, łatwe do personalizacji i przyjazne dla majsterkowiczów. Samodzielne naprawy nie są więc zaskoczeniem. Prawdziwym przełomem jest jednak gotowość producenta do uznania takich prac w ramach gwarancji – obszaru dotąd ściśle kontrolowanego przez sieć autoryzowanych serwisów.
Fot. Slate AutoNa razie brakuje szczegółów. Nie wiadomo, jak dokładnie miałby wyglądać proces kwalifikowania usterki, wysyłki części czy weryfikacji poprawnie wykonanej naprawy. Slate zapowiada wprawdzie współpracę z RepairPal, platformą umożliwiającą porównywanie ofert warsztatów, a także aplikację z wbudowanym czytnikiem kodów usterek, ale najważniejsze pytania pozostają bez odpowiedzi.
Pomysł ma niewątpliwe zalety. Dla części klientów możliwość otrzymania części do domu i usunięcia drobnej usterki we własnym garażu oznaczałaby oszczędność czasu i uniezależnienie się od kolejek w serwisach. Co ważne, producent podkreśla, iż samodzielne naprawy mają być opcją, a nie obowiązkiem – tradycyjne warsztaty przez cały czas pozostaną dostępne.
Z drugiej strony pojawiają się wątpliwości natury etycznej i prawnej. Czy to uczciwe, by klient wykonywał pracę, która normalnie byłaby opłacana przez producenta w ramach gwarancji, nie otrzymując za to żadnej rekompensaty poza wygodą? A co z odpowiedzialnością za bezpieczeństwo? Naprawy gwarancyjne często dotyczą elementów mających bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo jazdy.
Jeśli użytkownik wykona taką naprawę nieprawidłowo i dojdzie do wypadku, kto ponosi odpowiedzialność? Czy podpisane zrzeczenie się roszczeń wystarczy w starciu z sądem i ubezpieczycielem? I wreszcie: czy każdy kierowca naprawdę jest w stanie rzetelnie ocenić własne umiejętności?
Na te pytania odpowiedzi jeszcze nie ma. Jedno jest jednak pewne: sama deklaracja Slate otwiera zupełnie nowy rozdział w dyskusji o relacji producent-klient. jeżeli zapowiedzi zostaną zrealizowane, może to być pierwszy krok w stronę głębokiej zmiany filozofii gwarancji i serwisowania samochodów. Czy inni producenci pójdą tą drogą, czy też pomysł okaże się ślepą uliczką – dopiero się okaże. Ale branża motoryzacyjna właśnie dostała bardzo niewygodne pytanie.
Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.







![Włosi z chińskim sercem i fabrycznym LPG. DR Automobiles oficjalnie wjeżdża do Polski [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/02/DR-5-b.jpg)





