Bruksela podjęła decyzję, która ucieszy tysiące polskich kierowców. Koniec długiej batalii

2 godzin temu
Przez ostatnie miesiące nad głowami tysięcy Polaków wisiało widmo motoryzacyjnego "egzaminu dojrzałości", którego nikt nie chciał zdawać. Straszono nas, iż Bruksela postawi twarde warunki, a starszy kierowca będzie musiał co pięć lat udowadniać lekarzom, iż wciąż odróżnia pedał gazu od hamulca. Dziś mamy jednak przełom.


Decyzja UE w sprawie nowych przepisów właśnie ujrzała światło dzienne i, co tu dużo mówić, jest znacznie bardziej zdroworozsądkowa, niż zapowiadano w pesymistycznych scenariuszach. Unijni urzędnicy odpuścili mechanizm, który miał z automatu wysyłać seniorów na badania.

Nie będzie unijnego bata na seniorów


Zacznijmy od konkretów, bo to one interesują nas najbardziej. Unia Europejska oficjalnie odrzuciła propozycję, według której ważność prawa jazdy po 70. roku życia miałaby zostać skrócona do zaledwie pięciu lat. Co więcej, nie przejdzie też pomysł obowiązkowych, ogólnounijnych badań lekarskich dla wszystkich starszych osób za kierownicą.

To oznacza, iż Bruksela przesuwa odpowiedzialność na kraje członkowskie. Nie będzie jednego, sztywnego nakazu z góry. jeżeli dany kraj uzna, iż chce sprawdzać swoich seniorów częściej, to proszę bardzo.

Ale jeżeli nie widzi takiej potrzeby, unijny urzędnik nie będzie mu zaglądał w dowód rejestracyjny. To ogromna ulga dla milionów ludzi, dla których samochód to często jedyne okno na świat.

To, iż nie będzie unijnego przymusu, nie oznacza, iż system całkiem odpuści temat bezpieczeństwa. Zamiast biurokratycznego automatu, coraz głośniej mówi się o tym, iż to lekarz rodzinny ma odgrywać kluczową rolę w monitorowaniu sprawności kierowców.

Logika jest tu banalnie prosta i moim zdaniem całkiem słuszna. To lekarz pierwszego kontaktu wie najlepiej, czy jego pacjent cierpi na schorzenia, które mogą wykluczać go z ruchu drogowego.

Zamiast jednorazowego, stresującego testu raz na pięć lat, mamy mieć do czynienia z bieżącą oceną stanu zdrowia. To bezpieczniejszy i mniej upokarzający system niż zmuszanie sprawnych 70-latków do udowadniania, iż nie są wielbłądami.

W Polsce? Na razie tylko wymiana bezterminowego prawa jazdy


Przejdźmy na nasze podwórko, bo tutaj harmonogram jest już rozpisany. Słuchajcie, sprawa jest prosta: wymiana bezterminowego prawa jazdy w Polsce ruszy pełną parą w 2028 roku.

I teraz najważniejsza informacja, którą warto zapamiętać, żeby nie dać się zwariować w internetowych dyskusjach, czyli iż ta wymiana ma mieć charakter czysto administracyjny.

Jeśli macie w portfelu bezterminówkę wydaną przed 19 stycznia 2013 roku, to od 2028 roku będziecie musieli ją po prostu przefasonować na nowy, unijny wzór. Badania lekarskie dla kierowców nie będą przy tej okazji wymagane, o ile oczywiście wasz dotychczasowy dokument nie posiadał ograniczeń zdrowotnych.

Cała operacja ma kosztować około 100 złotych i sprowadzać się do wizyty w urzędzie oraz aktualizacji zdjęcia. Żadnego stresu przed gabinetem okulisty, żadnego sprawdzania refleksu w ciemni.

Musimy mieć jednak świadomość, iż motoryzacyjny świat, jaki znamy, powoli odchodzi do lamusa. Unia Europejska chce, aby do 2030 roku standardem stało się cyfrowe prawo jazdy. Zmiany w dokumentach, które zaczną się u nas w 2028 roku, to de facto wstęp do wielkiej cyfryzacji.

Wspólny system ma sprawić, iż policjant w Portugalii czy Niemczech będzie miał natychmiastowy wgląd w nasze uprawnienia, bez względu na to, czy mamy przy sobie plastik, czy tylko telefon. Przepisy drogowe 2026 stawiają więc na ewolucję, a nie rewolucję, która mogłaby wykluczyć komunikacyjnie starsze pokolenie.

Idź do oryginalnego materiału