Na pierwszy rzut oka wyglądają jak klasyczne ograniczenia prędkości. Ich znaczenie jest jednak zupełnie inne. Kierowcy przyzwyczajeni do znaków z czerwonym okręgiem mogą sądzić, iż zielone tablice działają na tej samej zasadzie - czyli iż przekroczenie wskazanej prędkości grozi mandatem i punktami karnymi. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Zielone oznaczenia nie mają mocy prawnej, nie wprowadzają obowiązku i nie są egzekwowane przez policję. Stanowią jedynie sugestię, by w danym miejscu zwolnić i dostosować prędkość do otoczenia. Ma to poprawić bezpieczeństwo w rejonach szkół, osiedli mieszkaniowych czy tras uczęszczanych przez pieszych.
REKLAMA
Zobacz wideo Rowerzysto! Uważaj i poznaj znaki drogowe
Znaki drogowe w Wielkiej Brytanii. Zielona tablica - sugestia, nie obowiązek
Zielone ograniczenia prędkości w Wielkiej Brytanii są częścią strategii zwanej "traffic calming", czyli działań mających uspokoić ruch drogowy. Nie wprowadzają nowych limitów, a jedynie sugerują prędkość uznawaną za bezpieczną w danym miejscu. Najczęściej można je spotkać w pobliżu szkół, przedszkoli, dużych osiedli mieszkaniowych czy na trasach, gdzie piesi i rowerzyści dzielą przestrzeń z samochodami. Pokazywane na nich liczby są orientacyjne. Kierowca nie otrzyma mandatu za przekroczenie prędkości, ponieważ znak nie ma mocy prawnej. Zignorowanie takiego zalecenia może być jednak niebezpieczne. Istnieje ryzyko, iż w przypadku kolizji lub potrącenia pieszego fakt istnienia zielonego znaku zostanie wykorzystany w sądzie jako dowód na to, iż kierowca świadomie nie zastosował się do tablicy ostrzegającej przed potencjalnym zagrożeniem.
Zobacz też: Nowy znak niedługo na polskich ulicach. Chodzi o torowiska
W praktyce wygląda to tak: czerwony znak wyznacza obowiązujący limit na przykład 30 mil na godzinę, ale obok może pojawić się zielona tablica sugerująca jazdę 20 mil na godzinę, bo w pobliżu znajduje się szkoła albo przejście dla pieszych o ograniczonej widoczności. Takie rozwiązanie pozwala dostosować prędkość do realnych warunków na drodze - tam, gdzie piesi czy rowerzyści mogą pojawić się niespodziewanie, choćby niewielkie zmniejszenie prędkości znacząco redukuje ryzyko poważnego wypadku.
Ograniczenia prędkości w Polsce. Odpowiedniki zielonych znaków na krajowych drogach
W polskich przepisach drogowych nie istnieje odpowiednik zielonych znaków, dlatego kierowcy spotykają inne rozwiązania wymuszające na nich ostrożność. Najbardziej znanym jest znak T-27, popularnie nazywany "Agatką" - żółta tablica z wizerunkiem dziecka trzymającego lizak. To jasny komunikat, iż w pobliżu znajduje się szkoła i kierujący autem powinien zwolnić oraz zachować szczególną uwagę. Kolejnym rozwiązaniem są strefy zamieszkania oznaczone znakiem D-40. W ich granicach obowiązuje ograniczenie prędkości do 20 kilometrów na godzinę, a piesi mają bezwzględne pierwszeństwo na całej szerokości drogi. Ponadto stosuje się też fizyczne formy wymuszania ostrożności - progi zwalniające, szykany drogowe, wysepki czy zwężenia pasów. Elementy te nie są jedynie sugestią, mają moc prawną i zmuszają kierowców do zmniejszenia prędkości.
Brytyjczycy próbują działać na kierowców psychologicznie, licząc na ich rozsądek i dobrowolne dostosowanie jazdy do warunków. W Polsce natomiast stawia się na rozwiązania twarde - wymuszające ostrożność pod groźbą mandatu lub przez fizyczne przeszkody umieszczane na drogach. Eksperci zwracają uwagę, iż każde z tych podejść ma swoje zalety i wady. Zielone znaki działają najlepiej tam, gdzie kierujący pojazdami i tak spodziewają się zagrożenia, ale bywają ignorowane w miejscach, które sprawiają wrażenie bezpiecznych. Polskie rozwiązania są skuteczniejsze w egzekwowaniu niższych prędkości, choć często krytykowane za nadmiar ograniczeń.
Źródło: Interia Motoryzacja, "The Sun"
Dziękujemy, iż przeczytałaś/eś nasz artykuł.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.