Melbourne brutalnie obnażyło główną słabość nowej ery Formuły 1. I zrobiło to na oczach milionów fanów na całym świecie. Patrząc na bolidy, które w kwalifikacjach bezradnie zwalniały tam, gdzie powinny pędzić, byliśmy świadkami przykrego spektaklu niemocy. I to dosłownie, bo właśnie brak mocy z silnika elektrycznego i konieczność odzyskiwania energii był tego powodem.

Niedzielny wyścig zapewnił jednak sporo walki na torze i nieco sportowych emocji. Nowe regulacje przyniosły kilka oczekiwanych zmian, ale olbrzymie kontrowersje skutecznie je przysłoniły. Choć pojawił się promyczek nadziei, wciąż pozostaje sporo obaw. Na początek kilka liczb.
Jak wygląda porównanie najszybszego okrążenia Russella z tegorocznych kwalifikacji z najlepszym czasem Leclerca z 2022 roku, kiedy wchodziły nowe regulacje techniczne? Około 0,7 sekundy na korzyść bolidów z wcześniejszej ery. Nowe samochody nie są więc wcale takie wolne w perspektywie całego okrążenia. Gdzie więc leży problem? W tym, jak te czasy się uzyskuje.
Szybki tor w Parku Alberta, z małą ilością hamowań, jest jednym z najgorszych w okresie dla nowych bolidów. Odzyskiwanie energii jest na nim niezwykle trudne. To właśnie dlatego na końcu niemal każdej prostej samochody zwalniały przez ekstremalnie mocne stosowanie super-clippingu i lift-and-coast, a więc metod odzyskiwania energii. Najgorsza sytuacja występowała między zakrętem 8 i 9, gdzie kierowcy mimo wciśniętego ma maska pedału gazu zwalniali aż o około 60 km/h! Musieli jechać bardzo wolno po to, by w perspektywie całego okrążenia pojechać jak najszybciej. Brzmi trochę niedorzecznie? Tak właśnie jest w nowych bolidach.
Fot. Rudy Carezzevoli/Getty ImagesDobitnie skomentował to Lando Norris: „Wszyscy doskonale wiedzą, w czym tkwi problem. Chodzi o podział mocy 50:50 między silnikiem spalinowym a elektrycznym. To po prostu nie działa!”. Wtórował mu znany z krytykowania nowych bolidów Max Verstappen: „Jazda tymi bolidami zaprzecza wszystkim instynktom kierowcy. Te konstrukcje nie są dobre. Trudno będzie to zmienić, ale moim zdaniem musimy”.
No właśnie, co dalej? Światełko w tunelu pojawiło się po niedzielnym wyścigu. Bardzo interesujący start i dużo walki na pierwszych okrążeniach sprawiło, iż sportowe emocje przez chwilę wzięły górę. Choć i tu nie obyło się bez problemów. Najpierw Oscar Piastri całkowicie rozbił bolid na okrążeniu wyjazdowym po nagłym przypływie mocy z jednostki elektrycznej, a chwilę później wielu zawodników miało kłopoty z nową procedurą startową. Nie wszystkim udało się odpowiednio naładować akumulatory i „rozpędzić” turbosprężaki, przez co doszło do wielu przetasowań i jednego bardzo groźnego zdarzenia. Liam Lawson nie dał rady poprawnie wystartować i tylko dzięki niewiarygodnie szybkiej reakcji nadjeżdżającego Franco Colapinto udało uniknąć się poważnego wypadku.
Walka do jedenastego okrążenia o pozycję lidera między Russellem a Leclerkiem i odrabiającymi straty po starcie Lewisem Hamiltonem oraz Andreą Antonellim była interesująca i emocjonująca. Szkoda, iż zakończyła się wraz z pierwszą neutralizacją i rozpoczęciem walki na taktyki, bo pewnie mielibyśmy jeszcze sporo walki koło w koło.
Choć i tu można, się przyczepić. Większość wyprzedzeń w trakcie wyścigu przypominało ping-ponga, a nie wielkie ściganie. Kierowcy aktywowali przycisk BOOST lub Overtake Mode dający chwilowo więcej mocy, wyprzedzali, a na kolejnej prostej tracili pozycję, bo mieli puste baterie i nie mieli „czym” się bronić. I tak w kółko.
Fot. FerrariDo plusów nowych regulacji należy zaliczyć z pewnością można mniejszą wagę i rozmiary bolidów. W połączeniu z brakiem efektu przypowierzchniowego na wolnych zakrętach, gdzie limiterem nie jest moc elektryczna, walka z samochodem wygląda bardzo dobrze i lepiej niż w zeszłym roku.
Jaka czeka nas przyszłość? Można dostrzec kilka pozytywów. W końcu Albert Park jest jednym z najgorszych torów w okresie do odzyskiwania energii elektrycznej. jeżeli regulacje się nie zmienią, gorzej może być tylko na Monzy. Na torach z większą ilością hamowań będzie lepiej. Pokazały to zresztą test w Bahrajnie. Może nie było idealnie, ale sytuacja wyglądała o niebo lepiej niż w Australii. Pamiętajmy, iż z biegiem sezonu zespoły będą coraz lepiej rozumieć nowe zasady. Będą wprowadzać poprawki do swoich jednostek napędowych, ale także do strategii wyścigowych. Nie jest wykluczone, iż poprawki do regulaminów wprowadzi także FIA.
Ostatecznie w dalszym ciągu kierowca ma decydujące znaczenie, choć taktyka zarządzania energią stała się kluczem do sukcesu. I źródłem frustracji. Choć oczy i uszy krwawią, patrząc na bezradnie zwalniające bolidy i słysząc dźwięki „gasnącego” silnika, nie skreślałbym całkowicie nowych bolidów.
Jeśli walki na torze będzie dużo więcej niż w latach poprzednich, a jest na to szansa, to wyścigi przez cały czas będą pasjonujące – a może choćby jeszcze bardziej fascynujące – dla zdecydowanej większości odbiorców tego sportu.
Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.




![Regulowany gwint, ceramiczne hamulce i 400 koni. Audi RS 3 competition limited na 50-lecie pięciu cylindrów [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/03/A260354_large.jpg)
![666 koni mechanicznych i kwadrans pod ładowarką. Debiutuje nowe Porsche Cayenne S Electric [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/03/S26_0105_a3_rgb.jpg)







