
Fabryki na świecie instalują roboty w rekordowym tempie. W Polsce po 3 latach spadków nastąpiło odbicie, ale jest ono na razie bardzo symboliczne.
Światowe fabryki właśnie ustanowiły nowy rekord. Jak czytamy na łamach Rzeczpospolitej, której udostępniono dane Międzynarodowej Federacji Robotyki, w ciągu 2025 r. zainstalowano w nich około 621 tys. nowych robotów przemysłowych, czyli o 15 proc. więcej, niż rok wcześniej. Polska też ruszyła w górę, tyle iż niemal niezauważalnie. Do naszych zakładów trafiło niecałe 2,4 tys. maszyn, a wzrost wyniósł zaledwie 2 proc.
To wprawdzie koniec trwającej od 2022 r. serii spadków, ale powodów do świętowania trudno szukać. Światowy rynek rośnie ponad 7 razy szybciej, a polski przemysł przez cały czas wykorzystuje znacznie mniej robotów niż fabryki w najbardziej zautomatyzowanych gospodarkach.
Świat przebił 600 tys. robotów rocznie
Jeszcze dekadę temu skala robotyzacji przemysłu wyglądała zupełnie inaczej. W 2014 r. na całym świecie instalowano około 221 tys. robotów przemysłowych rocznie. Teraz w ciągu 12 miesięcy do fabryk trafia ich niemal 3 razy więcej. W 2024 r. globalna liczba nowych instalacji wyniosła około 542 tys. i już wtedy był to jeden z najlepszych wyników w historii. Wstępne dane za 2025 r. pokazują kolejny skok – do około 621 tys. urządzeń. Oznacza to wzrost o 15 proc. w ciągu jednego roku.
Największa część robotów trafia do Azji. Już w 2024 r. region odpowiadał za blisko 3/4 wszystkich nowych instalacji, a absolutnym gigantem pozostawały Chiny. Tylko tam w ciągu roku zainstalowano około 295 tys. robotów, więcej niż połowę światowej sprzedaży. Robot coraz rzadziej jest przy tym kojarzony wyłącznie z wielką fabryką samochodów. Maszyny trafiają do produkcji elektroniki, żywności, metali, logistyki czy zakładów wytwarzających komponenty związane z energetyką.
Jak już wcześniej pisaliśmy, firmy na całym świecie szykują ogromne inwestycje w automatyzację, bo równocześnie mają coraz większy problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Robot przestaje więc być ciekawostką z najbardziej zaawansowanych fabryk i staje się jednym z podstawowych sposobów zwiększania wydajności produkcji.
W Polsce drgnęło. Tylko iż bardzo delikatnie
Na tym tle polskie 2 proc. wygląda naprawdę bardzo skromnie. W 2025 r. w polskich zakładach zainstalowano prawie 2,4 tys. nowych robotów przemysłowych. To nieznacznie więcej niż rok wcześniej, kiedy liczba nowych instalacji wyniosła dokładnie 2344. Dobra wiadomość jest taka, iż udało się przerwać spadkową serię. Szczyt przypadł na 2021 r., gdy do polskich fabryk trafiło ponad 3,5 tys. nowych robotów. Potem każdego roku wynik był coraz słabszy.
W 2024 r. spadek sięgnął 13 proc. Teraz wykres wreszcie zmienił kierunek, ale do rekordu sprzed 4 lat przez cały czas sporo brakuje. Polska jeszcze na początku tej dekady potrafiła notować spektakularne wzrosty inwestycji w robotyzację, później jednak tempo wyraźnie siadło. Najnowsze liczby sugerują, iż spadek udało się zatrzymać, ale na razie trudno mówić o powrocie do szybkiego nadrabiania dystansu.
Sama liczba instalacji w ciągu jednego roku nie pokazuje całego problemu. Znacznie więcej mówi gęstość robotyzacji. To wskaźnik określający, ile pracujących robotów przemysłowych przypada na 10 tys. osób zatrudnionych w produkcji. Dzięki temu można porównywać kraje o zupełnie różnej liczbie mieszkańców i wielkości przemysłu. Na koniec 2024 r. w Polsce działało około 26,4 tys. robotów przemysłowych. Dawało to gęstość na poziomie 81 maszyn na 10 tys. pracowników. Europejska średnia wynosiła 148.
Jeszcze bardziej brutalne jest zestawienie z Niemcami. Tam na 10 tys. pracowników przemysłu przypadało 449 robotów. Oznacza to, iż niemiecka produkcja jest pod tym względem ponad 5 razy bardziej nasycona automatyką niż polska. Co ciekawe, wewnątrz polskiej gospodarki różnice również są ogromne. Motoryzacja osiąga około 247 robotów na 10 tys. pracowników, podczas gdy w pozostałych sektorach przemysłu wynik spada do około 62.
Kłopoty motoryzacji ciągną robotyzację w dół
To właśnie automotive jest jednym z powodów, dla których obecna sytuacja wygląda tak słabo. Produkcja samochodów i podzespołów od lat należała do najbardziej zrobotyzowanych części polskiej gospodarki. Linie spawalnicze, lakiernie, montaż czy transport elementów są naturalnym środowiskiem dla robotów przemysłowych.
Problem w tym, iż europejska motoryzacja znajduje się pod coraz większą presją. Producenci ograniczają inwestycje, część zakładów redukuje produkcję, a problemy dużych koncernów gwałtownie docierają do całego łańcucha poddostawców.
W Polsce oznacza to mniej nowych projektów również w firmach produkujących części, konstrukcje metalowe czy elementy z tworzyw sztucznych. A jeżeli firma nie wie, jak duże zamówienia będzie miała za 2 lub 3 lata, znacznie trudniej przekonać ją do inwestycji w nową zrobotyzowaną linię.
Robotyzacja nie polega też na tym, iż przedsiębiorca kupuje robota, podłącza go do prądu i następnego dnia produkuje dwa razy szybciej. Do maszyny potrzebne są chwytaki, systemy wizyjne, zabezpieczenia, oprogramowanie, integracja z pozostałą częścią linii oraz ludzie, którzy potrafią całość zaprogramować i później utrzymać w ruchu.
Właśnie specjaliści stają się kolejnym wąskim gardłem. Z opublikowanego w czerwcu badania Forum Automatyki i Robotyki Polskiej wynika, iż 58 proc. ankietowanych firm ma umiarkowane lub duże trudności ze znalezieniem odpowiednio przygotowanych pracowników. Jednocześnie przedsiębiorstwa przewidują wyraźny wzrost zapotrzebowania m.in. na inżynierów procesów robotycznych, specjalistów systemów wizyjnych i techników utrzymania ruchu.
Paradoks polega więc na tym, iż robotyzacja ma częściowo pomagać w problemach kadrowych, a jednocześnie sama tworzy zapotrzebowanie na zupełnie nową grupę wysoko wykwalifikowanych pracowników.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI















