
Mattel oferuje świetny model pickupa w wersji Hot Wheels w rewelacyjnej cenie. Zobaczcie, czy brakujące elementy mogą popsuć wam całą euforia z budowy.
Zacząłem gorzko się śmiać dopiero wtedy, gdy usiadłem do biurka i faktycznie otworzyłem to pudło. Złośliwi natychmiast użyliby słowa na literę „p”, zarezerwowanego dla wszystkiego, co nie pochodzi z Danii, ale „podróbki klocków” leżały przede mną w całej swojej okazałości. Moja partnerka sprezentowała mi zestaw – to nie będzie seksowna nazwa jak w przypadku LEGO – Mattel Brick Shop Hot Wheels Custom ’62 Chevy Pickup.
Opakowanie dumnie głosiło, iż to zabawka dla co najmniej dziesięciolatków, składająca się z 858 elementów. Wystarczył szybki rzut oka na detale, by pojąć, iż to skalkulowany atak na portfele dorosłych kolekcjonerów.
To ten moment, w którym fan klocków przestaje analizować, kto jest prawdziwy, a kto nie, i decyduje się złożyć fajny samochód. Trudno o lepszy dowód na to, jak zmienił się rynek.
Amerykański klasyk omija duński monopol

Sam zamysł na zestaw punktuje od pierwszej chwili. Zamiast kolejnej anonimowej wyścigówki albo drogiego (w złotówkach) muscle cara, dostajemy fajnie narysowanego pickupa w skali 1:16.
Obniżona sylwetka, deska surfingowa na pace i imitacja drewnianych paneli natychmiast budują niepodrabialny klimat garażowej kultury customów. Seria Elite komunikuje, iż to produkt dla fanów motoryzacji, którzy oczekują czegoś więcej niż plastikowej bryły na półkę. Dla osób, ktore nie siedzą głęboko w Hot Wheelsach: Elite64 to taka wyższa półka premium. Nie najwyższa, ale całkiem wysoka, jeden model to ok. 120-160 zł.

Amerykanie puszczają też oko do doświadczonych budowniczych, zapewniając pełną kompatybilność z najlepszym systemem na rynku. Grają podwójnie – nie tylko sprzedają własny produkt, ale bezpardonowo wchodzą do zamkniętego od lat ekosystemu. Równie mocno uderza wycena tego eksperymentu.

Oficjalnie to pułap 49,99 euro, ale w polskich sklepach zestaw swobodnie upolujesz za kwoty rzędu 150-180 złotych. W zestawieniu z licencjonowanymi autami konkurencji o podobnych gabarytach, stosunek ceny do liczby elementów wypada wybornie.
Metalowe dodatki i świetna prezencja
Wygląd gotowego auta stanowi największe zaskoczenie. Zbudowany model stanowczo odcina się od bycia nieruchomą kostką, kusząc świetną funkcjonalnością. Pickup oferuje:
- otwierane drzwi i maskę skrywającą odwzorowany silnik,
- uchylną tylną burtę ułatwiającą dostęp do paki,
- regulowane zawieszenie.

Do tego dochodzą detale wykraczające poza branżowy, zachowawczy standard. Mattel dorzuca metalowe dekielki kół, opony z tłoczeniem Firestone i części o bardzo wiarygodnym, metalicznym wykończeniu, które na żywo biją na głowę typowe plastikowe imitacje chromu.

Rewelacyjnym posunięciem jest dołączenie do pudełka małego, metalowego modelu tego samego auta w skali 1:64. Postawienie obu wersji obok siebie tworzy gotową, dwupoziomową ekspozycję, która aż prosi się o miejsce na honorowej półce.
Cieszy też rozsądny kompromis w kwestii oznaczeń. Część grafik to trwałe nadruki, a resztę dostajemy na arkuszu naklejek. Zestaw trafia więc w gusta purystów nienawidzących oklejania, jak i osób lubiących mocną personalizację nadwozia pod własny, wyścigowy gust.
Ogrom nowych części
Podczas składania uderzyła mnie jeszcze jedna rzecz, której mocno brakowało mi u duńskiej konkurencji. Chodzi o ogrom niestandardowych, całkowicie niespotykanych w tradycyjnych zestawach elementów.

Zamiast ograniczać się do uniwersalnych, znanych od lat form, Mattel sypie jak z rękawa wymyślnymi łącznikami, pojedynczymi trzymadełkami i specyficznymi odlewami.

Takie podejście daje miły powiew innowacji. Projektanci otrzymali całkowicie wolną rękę w tworzeniu nowych części, dzięki czemu bryła auta zyskuje świetne, modelarskie proporcje, wolne od typowej dla klocków kanciastości.


Budowa nabiera zupełnie innego wymiaru, bo na każdym kroku odkrywasz klocki, jakich w klasycznych pudełkach próżno szukać.
Błędy młodości
Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, proces montażu gwałtownie obnażył braki, z którymi twórcy zza oceanu muszą jeszcze powalczyć. Instrukcja liczy 227 kroków i choć zwykle pewnie prowadzi za rękę, w kilku momentach przy budowie wewnętrznych warstw wprowadza całkowity chaos.
Czuć wyraźnie, iż marka dopiero uczy się projektowania płynnego, bezstresowego montażu, który u lidera rynku przebiega niemal intuicyjnie.
Prawdziwym ciosem poniżej pasa okazał się jednak brak kilku klocków w moim egzemplarzu. Sytuacja ta wymusiła na mnie ratowanie się druciarstwem rodem z polskiego serwisu u Stasia ACO. Oczywiście, fakt – ten incydent nie psuje całkowicie ostatecznego efektu i euforii z modelu, ale zostawia spory niesmak.
Konkurencja smakuje lepiej niż myślisz

Z szerszej perspektywy ten pickup stanowi bramkę do zupełnie nowego nałogu hobby. Linia Brick Shop oferuje też modele takie jak Mercedes 300 SL czy Maserati MC20, uderzając w stricte motoryzacyjny i znacznie mniej rodzinny ton. Obiecuję ci to: jeżeli zaczniesz od Chevroleta, bardzo łatwo wejść w łańcuch budowania kolejnych ikon motoryzacji.
Mój klockowy eksperyment oceniam pozytywnie, choć z kilkoma wyraźnymi zastrzeżeniami. Rynek ewidentnie potrzebuje odważnych projektów, które świetnie wyglądają i nie zmuszają do brania kredytu przed kasą.
Mattel fajnie pokazuje, iż potrafi robić zestawy, łącząc motoryzacyjną pasję z kolekcjonerskim zacięciem. jeżeli tylko Amerykanie wyeliminują irytujące braki w pakowaniu i uspokoją instrukcje, lider branży zyska naprawdę porządnego rywala. W moim przypadku ten zestaw udowodnił, iż klockowa alternatywa potrafi dać gigantyczną frajdę.

![Test iMagazine: Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige. Cenowy kiler z miejskim paszportem [galeria]](https://imagazine.pl/wp-content/uploads/2026/06/IMG_7757.jpg)












