Test iMagazine: Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige. Cenowy kiler z miejskim paszportem [galeria]

1 godzina temu

Chińska ofensywa motoryzacyjna na polskim rynku wchodzi w kolejną fazę. Koncern Chery, stojący za sukcesem takich marek jak Omoda czy Jaecoo, wprowadził do gry cztery modele. Wszystkimi już jeżdziłem, a wnioski rozpoczynam od najmniejszego crossovera – modelu Tiggo 4.

Na papierze ten samochód wygląda jak przepis na murowany hit rynkowy. Klasyczny napęd hybrydowy, niemal kompletne wyposażenie i cena, która w testowanej, topowej odmianie Prestige spadła poniżej psychologicznej granicy, zatrzymując się na kwocie 99 900 zł. Czy to oznacza, iż europejska i japońska konkurencja ma powody do paniki? Jak zwykle w takich przypadkach – diabeł tkwi w szczegółach, a niska cena końcowa musi wiązać się z pewnymi kompromisami.

Stylistyka i pierwsze wrażenie

Wizualnie Chery Tiggo 4 prezentuje się nadzwyczaj dojrzale. Projektanci zrezygnowali z krzykliwych, futurystycznych linii na rzecz klasycznych, sprawdzonych proporcji, które mogą budzić lekkie skojarzenia z dynamicznymi SUV-ami marek premium. Przód dominuje masywny grill z chromowanymi zdobieniami oraz pionowe światła do jazdy dziennej LED.

Z boku auto zachowuje zwartą, zgrabną sylwetkę crossovera segmentu B, podkreśloną przez 17-calowe obręcze kół. Co ciekawe, producent nie oszczędzał na podstawach – poszycie nadwozia wykonano z ocynkowanej blachy, a pod maską zamiast klasycznego pręta znajdziemy hydrauliczne siłowniki, co w tej klasie cenowej jest rzadkością. Tutaj już jednak mam pierwszą uwagę. Choć 17-calowe koła, zwłaszcza w aucie, które gabarytami stoi na pograniczu segmentów B i C wcale nie są za małe, ze względu na projekt nadkoli właśnie takie sprawiają wrażenie, zresztą możecie sami ocenić to na moich zdjęciach.

Wnętrze, czyli jakość z pewnymi „ale”

Po zajęciu miejsca w kabinie wersji Prestige pierwsze wrażenie jest nadzwyczaj pozytywne. Otaczają nas materiały, których spasowanie i miękkość stoją na poziomie przewyższającym bazowe odmiany europejskich konkurentów. Ekologiczna skóra na fotelach i kierownicy, ambientowe oświetlenie z możliwością wyboru koloru oraz dwa duże ekrany o przekątnej 12,3 cala zintegrowane w jednej tafli tworzą nowoczesny, cyfrowy kokpit.

Gdy jednak przyjrzymy się bliżej, zaczynamy dostrzegać miejsca, w których księgowi szukali oszczędności:

  • Siedziska foteli: są zauważalnie za krótkie, co przy dłuższych podróżach może doskwierać wyższym kierowcom.
  • Wykończenie drugiego rzędu: o ile przód rozpieści miękkimi tworzywami, o tyle z tyłu jest już znacznie więcej twardych plastików.
  • Bagażnik: teoretycznie oferuje rozsądne 430 litrów pojemności, jednak jego ustawność poważnie ogranicza spory, nieregularny garb po prawej stronie, pod którym ukryto akumulator 12V. Dodatkowo ładowność pojazdu wynosi skromne 355 kg, a klapa bagażnika (otwierana manualnie) unosi się na wysokość około 178 cm, co zmusi wyższe osoby do pochylania głowy podczas pakowania. W testowanym egzemplarzu nie było też żadnej przesłony czy rolety bagażnika.

Środowisko naturalne, czyli miejska sielanka

Pod maską Tiggo 4 pracuje klasyczny układ hybrydowy (HEV), składający się z 1,5-litrowego silnika spalinowego o mocy 95 KM oraz jednostki elektrycznej generującej… 204 KM. Tyle, iż moc systemowa tego zestawu jest znacznie niższa i wynosi 163 KM, a za przeniesienie napędu na przednią oś odpowiada dedykowana przekładnia hybrydowa DHT.

W mieście ten układ napędowy sprawdza się po prostu bardzo dobrze. Ruszanie odbywa się ciszy i spokoju (w trybie EV), a przełączanie pomiędzy silnikami jest płynne i praktycznie niewyczuwalne dla kierowcy poruszającego się po mieście. Samochód chętnie korzysta z energii elektrycznej, co owocuje bardzo przyjemną dynamiką w ruchu wielkomiejskim. Co najważniejsze, przekłada się to na realne oszczędności. W cyklu miejskim Tiggo 4 bez większego wysiłku zużywa około 5 l/100 km. Układ kierowniczy, choć mocno wspomagany i nieco odcięty od informacji z przednich kół, w ciasnych zaułkach pozwala na bezproblemowe manewrowanie, które dodatkowo ułatwia pokładowa cyfryzacja, do czego jeszcze wrócę.

Autostradowa rzeczywistość, czyli trasa pełna bodźców

Sytuacja ulega sporej zmianie, gdy postanowimy zabrać Tiggo 4 w dłuższą trasę. Wyjazd na drogę szybkiego ruchu obnaża ograniczenia konstrukcyjne chińskiej hybrydy. Przy próbie utrzymania stałej prędkości autostradowej rzędu 140 km/h (różnica wskazań prędkościomierza względem wskazań GPS to 4 km/h więcej na prędkościomierzu przy tej prędkości) sielanka znika.

Układ napędowy zaczyna się wyraźnie męczyć, a wirtualna przekładnia zmusza silnik spalinowy do pracy na bardzo wysokich obrotach. W kabinie robi się głośno – jednostka napędowa wyje, a wyciszenie ścianki czołowej i nadkoli przestaje radzić sobie z izolowaniem pasażerów od hałasu. Dynamika powyżej 130 km/h drastycznie spada, co nie dziwi, biorąc pod uwagę, iż prędkość maksymalna tego auta została elektronicznie ograniczona do zaledwie 150 km/h. Cenę za autostradowy pośpiech zapłacimy również na stacji paliw – średnie zużycie na dystansie 50 km jakie uzyskałem skoczyło do 8,5 l/100 km.

Cyfrowe niuanse i codzienna eksploatacja

System multimedialny działa poprawnie i bezprzewodowo obsługuje Apple CarPlay oraz Android Auto. Dużą zaletą wersji Prestige jest system kamer 360 stopni, prezentujący obraz o bardzo dobrej ostrości i rozdzielczości, co znacznie ułatwia parkowanie. Niestety, oprogramowanie cierpi na kilka irytujących, typowo dalekowschodnich przypadłości:

  • Komputer pokładowy: prezentuje średnie zużycie paliwa wyłącznie z dystansu ostatnich 50 kilometrów. Nie ma możliwości jego tradycyjnego wyzerowania, czy prezentacji danych dla całej ostatnio pokonanej trasy, co uniemożliwia rzetelną ocenę spalania na dłuższym dystansie (jak i na dystansach krótszych niż 50 km).
  • Wybierak skrzyni biegów: przy szybkich manewrach (np. sprawne cofanie i zmiana biegu na D) elektronika potrafi się pogubić i losowo pozostawić przekładnię w pozycji Neutralnej.
  • Klimatyzacja: automatyczny algorytm sterowania temperaturą żyje czasem własnym życiem – potrafi dmuchać gorącym powietrzem przy nastawie 16 stopni, a pasażerowie mogą zmagać się z parującymi szybami.
  • Systemy ADAS: zaawansowany pakiet asystentów bezpieczeństwa (w tym asystent utrzymania pasa ruchu LDP) zestrojono nazbyt agresywnie. System potrafi gwałtownie i nerwowo szarpnąć kierownicą w połowie zamierzonego i zasygnalizowanego manewru zmiany pasa. I to choćby po wyraźnym jego zasygnalizowaniu uprzednim włączeniem kierunkowskazu.

Podsumowanie

Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige to klasyczny przykład rynkowego kompromisu. o ile poszukujesz samochodu głównie do miasta i na podmiejskie dojazdy, cenisz bogate wyposażenie, świetne kamery i niskie zużycie paliwa, a Twój budżet kategorycznie zamyka się w okolicach 100 000 zł – ta propozycja jest wręcz bezkonkurencyjna. Otrzymujesz auto kompletne, które w salonach tradycyjnych marek wymagałoby dopłaty rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. o ile jednak planujesz regularne podróże drogami ekspresowymi i autostradami, wysoki poziom hałasu, wysokie spalanie w trasie oraz nerwowa charakterystyka napędu przy dużych prędkościach mogą okazać się na dłuższą metę zbyt uciążliwe.

Ocena ogólna Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige: 4/6

  • Design: 4.5/6
  • Jakość wykonania: 4/6
  • Oprogramowanie: 3.5/6
  • Wydajność: 4/6 (w mieście: 5/6, w trasie: 2.5/6)

Plusy:

  • Bardzo dobry stosunek ceny do poziomu wyposażenia w wersji Prestige
  • Atrakcyjny, nowoczesny design nadwozia i ocynkowana blacha
  • Niskie zużycie paliwa w ruchu miejskim (ok. 5 l/100 km)
  • Wysoka jakość obrazu z systemu kamer 360 stopni (jak na ten segment)
  • Płynne i ciche działanie hybrydy przy niskich prędkościach

Minusy:

  • Uciążliwy hałas i wysokie spalanie na autostradzie (8,5 l/100 km przy 140 km/h)
  • Niefunkcjonalny komputer pokładowy (brak opcji resetu, podgląd tylko z 50 km)
  • Garb w bagażniku ograniczający przestrzeń ładunkową oraz niska ładowność
  • Zbyt agresywnie i nerwowo działający asystent pasa ruchu

Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige – galeria

Jeśli artykuł Test iMagazine: Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige. Cenowy kiler z miejskim paszportem [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału