Rewolucja na stacjach kontroli pojazdów. Nadchodzą nowe badania techiczne

4 godzin temu

To może być koniec „łatwych” przeglądów technicznych, jakie znamy. W 2026 roku Unia Europejska planuje wprowadzić szeroką reformę zasad badań pojazdów, która ma ujednolicić kontrole w całej Wspólnocie i ograniczyć pole do nadużyć. Na celowniku są przede wszystkim auta z niesprawnymi lub usuniętymi filtrami DPF, fikcyjne badania emisji oraz manipulacje przy licznikach. Nowe przepisy zakładają wykorzystanie precyzyjnych liczników cząstek stałych, szerszy dostęp do danych z systemu OBFCM oraz stworzenie wspólnej, europejskiej bazy informacji o pojazdach. Zmiany mają zwiększyć wykrywalność usterek i podnieść odsetek negatywnych wyników przeglądów, który dziś w Polsce pozostaje bardzo niski. Nad nowelizacją pracują unijne instytucje, a polski rząd zapowiada dostosowanie krajowych regulacji do nowych wymogów.

Nowe liczniki cząstek stałych zamiast dymomierzy – tak ma wyglądać nowe badanie techiczne

Jednym z fundamentów planowanej reformy ma być całkowita zmiana sposobu kontroli emisji w samochodach z silnikiem Diesla. Dotychczas stosowane dymomierze mierzą przede wszystkim stopień zadymienia spalin, co w przypadku nowszych jednostek napędowych często nie pozwala wykryć poważnych nieprawidłowości. Unijna propozycja zakłada wprowadzenie liczników cząstek stałych, które precyzyjnie zliczają ilość emitowanych drobin. Są one w stanie jednoznacznie wskazać brak lub niesprawność filtra DPF. Oznacza to, iż auta z usuniętym filtrem lub z układem działającym nieprawidłowo mogą automatycznie otrzymać wynik negatywny.

Dane z samochodu trafią wprost do diagnosty

Kolejnym elementem reformy jest szersze wykorzystanie systemu OBFCM, który od 2021 roku montowany jest obowiązkowo w nowych pojazdach. Układ ten zapisuje w pamięci auta informacje o rzeczywistym zużyciu paliwa, przebiegu, a w przypadku hybryd plug-in i aut elektrycznych także o zużyciu energii oraz sposobie eksploatacji baterii. Podczas przeglądu diagnosta, po podłączeniu komputera diagnostycznego, będzie mógł w krótkim czasie odczytać zgromadzone dane i zestawić je z parametrami producenta. o ile wartości okażą się znacząco odmienne od norm lub wskażą na możliwe ingerencje w oprogramowanie silnika, pojazd może zostać skierowany na dodatkowe testy. W praktyce ma to ograniczyć możliwość ukrywania modyfikacji wpływających na emisję i spalanie.

Zmiany mają wejść w życie jeszcze w tym roku

Więcej aut z wynikiem negatywnym i nowy harmonogram dla starszych pojazdów

W Polsce odsetek samochodów, które nie przechodzą badania technicznego, pozostaje bardzo niski na tle innych państw członkowskich. Planowane zmiany mają ograniczyć wpływ czynnika ludzkiego na ocenę stanu pojazdu i zwiększyć rolę automatycznych pomiarów oraz cyfrowych raportów. Pod lupą znajdą się nie tylko filtry DPF, ale także emisja tlenków azotu, poziom hałasu czy inne parametry środowiskowe. W dłuższej perspektywie czasu może to oznaczać zauważalny wzrost liczby negatywnych decyzji, zwłaszcza w przypadku starszych i intensywnie eksploatowanych aut.

Reforma obejmuje również częstotliwość badań technicznych. Proponowany model przewiduje pierwszą kontrolę po czterech latach od rejestracji, następnie przeglądy co dwa lata do ukończenia przez auto 10 lat. Samochody starsze miałyby obowiązkowo trafiać na stację co roku. Celem jest objęcie większym nadzorem pojazdów, które z racji wieku częściej wykazują usterki techniczne i podwyższoną emisję spalin.

Nowe przepisy obejmują m.in. częstotliwość badań technicznych / źródło: Unsplash (@andreevaleksandar)

Wspólny rejestr, większa przejrzystość rynku i spore koszty dla właścicieli SKP

Istotnym elementem projektu jest stworzenie jednolitej, europejskiej bazy danych badań technicznych. Informacje o przebiegu oraz wynikach przeglądów miałyby być dostępne dla uprawnionych podmiotów w całej Unii. Dzięki temu historia pojazdu sprowadzanego z zagranicy byłaby łatwiejsza do zweryfikowania, a proceder cofania liczników trudniejszy do przeprowadzenia. Przegląd wykonany w jednym kraju byłby widoczny w systemie także w innym państwie członkowskim. To ma oczywiście zwiększyć transparentność rynku aut używanych.

Nowe wymogi techniczne oznaczają jedna również inwestycje dla właścicieli stacji kontroli pojazdów. Zakup liczników cząstek stałych i dostosowanie infrastruktury do nowych procedur to wydatek sięgający kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nad przepisami pracują w tej chwili unijne instytucje, a reforma może wejść w życie jeszcze w tym roku. Ostateczny kształt regulacji zależy jednak od przebiegu procesu legislacyjnego i uzgodnień między Parlamentem Europejskim a Radą UE.

Źródło: Auto Dziennik, Gazeta Prawna

Nawet 3000 zł za tablice. Największe podwyżki opłat komunikacyjnych od lat
polskaprawosamochodyUnia Europejska
Idź do oryginalnego materiału