Ceny paliw biją rekordy, więc Niemcy mają rozwiązanie. I nie spodoba się ono Polakom

4 godzin temu
Niemieccy komentatorzy krytycznie wypowiadają się o rządowych planach złagodzenia konsekwencji wzrostu cen ropy.


Rząd w Berlinie oprócz uwolnienia części rezerw ropy naftowej chce ograniczyć możliwość podwyższania cen paliw na stacjach benzynowych. Ceny byłyby podwyższane tylko raz dziennie, z kolei obniżki cen dopuszczone bez ograniczeń. Po takie rozwiązanie sięgnęła już Austria.

"Jest wiele pomysłów, jak zaradzić kryzysowi na stacjach benzynowych: uwolnienie rezerw ropy, nałożenie ograniczeń na stacje benzynowe, wysłanie Federalnego Urzędu Antymonopolowego. Jednak nikt nie wspomina o tym, co jest oczywiste – o oszczędzaniu" – pisze "Süddeutsche Zeitung".

Komentator monachijskiej gazety przypomina, iż kiedy w 1973 r. światem wstrząsnął kryzys cen ropy naftowej, wprowadzono nie tylko niedziele adwentowe bez samochodów. Niemiecki rząd nałożył również ograniczenie prędkości: 100 km/h na autostradach i 80 na drogach krajowych.

Kto chce oszczędzić, powinien wolniej jeździć


"Obecnie jednak Niemcy są jedynym krajem w Europie, który pozwala obywatelom jeździć z dowolną prędkością – co wiąże się z odpowiednio wysokim zużyciem paliwa" – zauważa komentator "Süddeutsche Zeitung".

Jak przypomina, trzy lata temu Federalna Agencja Ochrony Środowiska doszła do wniosku, iż ograniczenie prędkości do 120 km/h na autostradach i 80 km/h na drogach krajowych mogłoby zmniejszyć zużycie paliwa – a tym samym emisję CO2 – o pięć procent.

"Biorąc pod uwagę fakt, iż większość paliw mineralnych w tym kraju trafia do transportu, nie jest to bez znaczenia. Co więcej, takie ograniczenie prędkości nie tylko zwiększyłoby atrakcyjność alternatywnych środków transportu, takich jak kolej, ale także elektromobilności" – pisze.

Jednak zdaniem komentatora ograniczenie prędkości wymaga większej odwagi politycznej, niż jest w stanie wykazać koalicja, która w tej chwili chce choćby dać drugie życie niemieckiemu ogrzewaniu olejowemu.

Według niego pozostaje więc tylko rozsądne zachowanie poszczególnych osób, które częściej rezygnują z samochodu i poświęcają więcej czasu w pokonywanie długich dystansów. "I nadzieja, iż koalicja nie wpadnie jednak na pomysł, aby zafałszować ceny poprzez wprowadzenie kosztownej zniżki na paliwo. Byłoby to w jej stylu" – konkluduje monachijska gazeta.

Cena ropy wynika z irracjonalnych decyzji


Regionalny dziennik "Südwest Presse" przypomina, iż uwolnienie rezerw ropy naftowej ma na celu obniżenie cen benzyny i oleju napędowego, które drastycznie wzrosły.

"I to zadziałało. Przynajmniej w środę ceny na stacjach benzynowych nieco spadły, choćby w Niemczech. Jednak dzień później cena ropy osiągnęła nowy rekordowy poziom, ponieważ Iran ostrzelał dwa tankowce. Pokazuje to wyraźnie, iż cena ropy wynika w tej chwili przede wszystkim z irracjonalnych decyzji. Jedną z nich jest pozornie racjonalna decyzja polityków o sięgnięciu po rezerwy awaryjne, mimo iż na rynku jest wystarczająca ilość ropy" – ocenia komentator.

To może zaszkodzić rządowi Merza


Krytycznie o rządowych planach wypowiada się także "Neue Osnabrücker Zeitung".

"Doświadczenia Austrii, która w tej chwili służy za wzór, pokazują, iż instrument ten jest równie popularny, co nieskuteczny. Sprzedawcy paliwa znajdują (oczywiście) sposoby, aby pomimo zakazu podnosić ceny kilka razy dziennie i osiągać maksymalne zyski. Paliwo staje się tańsze z innych powodów: pomimo eskalacji konfliktu rynki mają nadzieję na zbliżający się koniec wojny. Wszystko inne pozostaje polityką symboliczną, która ostatecznie może zaszkodzić Katherinie Reiche, ale także Friedrichowi Merzowi i Larsowi Klingbeilowi" – wróży gazeta.

Nikt nie wie, kiedy będzie bezpiecznie


Odnosząc się do wojny w Iranie, "Frankfurter Allgemeine Zeitung" z kolei zauważa, iż kraj ten najwyraźniej przez cały czas dysponuje wystarczającymi środkami militarnymi, aby zablokować Cieśninę Ormuz, co ma konsekwencje gospodarcze i polityczne dla całego świata.

"Najpotężniejsza potęga militarna na świecie nie jest natomiast w stanie zakończyć tej blokady. (…) w tej chwili sytuacja jest jednak na tyle poważna, iż państwa G7, w tym Stany Zjednoczone, podjęły decyzję o eskortowaniu ruchu statków przez Cieśninę Ormuz – jednak nie od razu, co byłoby konieczne, ale dopiero 'gdy pozwolą na to warunki bezpieczeństwa'. Nikt w tej chwili nie wie, kiedy to nastąpi" – czytamy we frankfurckim dzienniku.

Opracowała: Marta Przybylik-Wiśniewska z DW


Idź do oryginalnego materiału