
Są samochody, które kupuje się arkuszem kalkulacyjnym w ręku, i takie, które wybiera się sercem, stojąc przed salonem i po prostu podziwiając ich linię.
DS No4 E-Tense zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Francuzi po raz kolejny udowadniają, iż potrafią narysować kompaktowego hatchbacka tak, by wyglądał jak małe dzieło sztuki użytkowej, a nie tylko kolejny środek transportu z punktu A do B. Pytanie tylko, czy pod tą awangardową szatą kryje się równie dopracowana technologia? Sprawdziłem to podczas testu topowej wersji Étoile.

Elegancja na kołach
Gdybym miał opisać wnętrze DS No4 jednym słowem, byłoby to „wyrafinowanie”. Marka DS konsekwentnie buduje swój wizerunek premium i to czuć w każdym centymetrze kabiny. Połacie alcantary na desce rozdzielczej i boczkach drzwi, metalowe detale wykonane z jubilerską wręcz precyzją i brak tej wszechobecnej w niemieckich autach surowości sprawiają, iż czujesz się tu po prostu dopieszczony.
Fotele? To prawdziwa ekstraklasa. Są nie tylko piękne, ale i bardzo wygodne, oferując wielofunkcyjny masaż, wentylację i podgrzewanie. Jednak francuska fantazja bywa przewrotna. W aucie, które tak bardzo aspiruje do luksusu, natrafiamy na dziwną „oszczędność” – o ile sterowanie funkcjami komfortu jest elektryczne, o tyle przesunięcie wzdłużne fotela odbywa się… manualnie. To trochę tak, jakbyś założył garnitur szyty na miarę i dobrał do niego buty na rzepy. Szkoda, bo psuje to spójne poczucie obcowania z produktem wyższej klasy.

Multimedia i technologia
System multimedialny w DS No4 zasługuje na solidną czwórkę. Grafiki są ładne, powiedziałbym wręcz „jubilerskie” i spójne z estetyką auta (np. z detalami lamp, zobaczcie zdjęcia), a fizyczne przyciski-skróty pod ekranem ułatwiają życie. Doceniam też czytelność head-up display w wersji Étoile. Jednak logika menu bywa zawiła, a systemowi zdarzają się chwile zadumy. Nie jest to płynność znana z iPada czy najnowszych systemów Google Automotive, co w aucie za tę cenę może nieco irytować.

Dynamika w cieniu platformy
Pod maską (czy raczej pod podłogą) kryje się technologia, która tłumaczy pewne ograniczenia tego modelu. DS No4 E-Tense bazuje na platformie EMP2 V3. To nie jest architektura projektowana wyłącznie pod elektryki, co wymusiło pewne kompromisy. Mimo to konstruktorzy wycisnęli z niej sporo – zamiast standardowych dla koncernu Stellantis 156 KM (w wielu innych modelach opartych na EMP2), dostajemy tu silnik o mocy 213 KM. Niby nie jest to znaczna różnica, ale wyraźnie odczuwalna podczas jazdy.
Sprint do „setki” zajmuje 7,1 sekundy, co sprawia, iż auto jest sprawne. Nie jest to co prawda dynamika Tesli Model 3, ale do codziennej jazdy wystarczy z nawiązką. Podwozie zestrojono pod kątem komfortu – jest miękko i relaksująco, zupełnie inaczej niż w sztywnej Cuprze Born czy Volvo EX30. Na autostradzie (niemieckiej) musimy jednak pamiętać o ograniczeniu do 160 km/h. Taki paradoks. Z jednej strony (przyśpieszenie) to najszybszy DS No4 w aktualnej gamie, a z drugiej (V-max) – najwolniejszy.

Zderzenie z elektryczną rzeczywistością
Przejdźmy do kluczowego punktu: zasięgu i ładowania. Akumulator o pojemności 58 kWh netto to fizyczny limit wspomnianej platformy EMP2 V3. Producent obiecuje ok. 450 km (WLTP), ale rzeczywistość testowa (poniżej 10°C, trasy mieszane) gwałtownie sprowadziła te obietnice na ziemię. Na dystansie 1484 km realnie mogłem liczyć na niecałe 300 km zasięgu (bliżej 250 niż 300 km). Średnie zużycie wyniosło 20,6 kWh/100 km – przyzwoicie, choć na autostradzie przy 140 km/h gwałtownie przekracza 25 kWh.
Samo ładowanie to najsłabszy punkt programu. Na ultraszybkiej ładowarce (o mocy znamionowej 350 kW) DS przyjął maksymalnie niecałe 80 kW (mimo deklarowanego przez producenta limitu wynoszącego 120 kW), podczas gdy konkurencja potrafi dziś dobijać do 150–250 kW. Co gorsza, powyżej 80% naładowania tempo spada tak drastycznie, iż ostatnie 20% pojemności dobijamy przez niemal godzinę. To sygnał: ładuj się do 80% i jedź dalej. Naprawdę. Szkoda czasu. Zresztą, niech przemówią moje liczby, czas ładowania od 7% do 83% to niecałe 50 minut. Tak, dobrze rozumiecie. Doładowywanie do pełna potrwa dłużej niż wymieniona sesja.

Podsumowanie i cena
DS No4 E-Tense Étoile kosztuje ok. 222 600 zł. To poziom, na którym Hyundai Ioniq 5 oferuje znacznie szybsze ładowanie, a Tesla większy zasięg i lepsze multimedia. Ale DS-a nie kupuje się z rozsądku. To samochód dla konesera estetyki, dla którego styl i jakość wykończenia kabiny są warte dopłaty. jeżeli szukasz czegoś, co wyróżni Cię z tłumu nudnych, plastikowych elektryków – francuska propozycja, mimo swoich technologicznych zmarszczek, ma w sobie to „coś”.

Ocenia ogólna DS No4 E-Tense Étoile: 4,5/6
- Design: 6/6
- Jakość wykonania: 5,5/6
- Oprogramowanie: 4/6
- Wydajność: 4/6
Plusy:
- Zjawiskowy design i dobre materiały (alcantara, metal)
- Wysoki komfort jazdy i dobre wyciszenie
- Czytelny head-up display i fizyczne przyciski
- Bardzo wygodne fotele z masażem
Minusy:
- Wolne ładowanie na tle konkurencji (max < 80 kW w teście)
- Przeszacowany zasięg względem realnych możliwości
- Manualna regulacja wzdłużna foteli w tej klasie cenowej
- Architektura EMP2 V3 ograniczająca parametry baterii
DS No4 E-Tense Étoile – galeria
Jeśli artykuł Auto tygodnia #71 – DS No4 E-Tense Étoile. Francuski szyk na prąd [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

3 godzin temu















