
Kiedy Opel ogłosił, iż wskrzesza nazwę Frontera, w internecie natychmiast zawrzało. Off-roadowi puryści zaczęli ostrzyć widły, a miłośnicy motoryzacyjnej nostalgii uronili łzę, wspominając kanciaste, ramowe terenówki z przełomu tysiącleci.
Rozprawmy się z tym mitem już na samym wstępie: nowa Frontera nie ma absolutnie nic wspólnego ze swoim legendarnym, błotolubnym przodkiem. Zapomnijcie o reduktorach, napędzie 4×4 i topieniu auta w bagnach. Najnowsze wcielenie to miejsko-rodzinny SUV segmentu B, zbudowany na platformie Smart Car koncernu Stellantis (tej samej, z której korzysta nowy Citroen C3, C3 Aircross czy nowy Fiat Panda). I wiecie co? To bardzo dobra wiadomość.
Nowy Fiat Grande Panda: pierwsza jazda [galeria]
Do naszej redakcji trafił egzemplarz w bogatej wersji GS, pokryty charakterystycznym, bardzo przyjemnym dla oka zielonym lakierem. Spędziłem z nim kilkadziesiąt godzin, pokonałem ponad 700 kilometrów i wiem jedno: porównywanie go ze „starą” Fronterą nie ma najmniejszego sensu. To zupełnie inny samochód dla zupełnie innego klienta.

Mniejszy na zewnątrz, zaskakująco wielki w środku
Stara Frontera w wersji pięciodrzwiowej była potężnym jak na tamte czasy autem, mierzącym niemal 4,7 metra. Nowa jest znacznie bardziej zwarta – ma 4385 mm długości, co czyni ją pojazdem idealnym do walki o miejsca parkingowe pod dyskontem czy galerią handlową. Jednak inżynierowie Stellantisa zrobili tu świetną robotę w kwestii upakowania przestrzeni. Różnica w rozstawie osi względem kanciastego protoplasty wynosi zaledwie 32 mm.
Efekt? W kabinie jest naprawdę mnóstwo miejsca, zarówno z przodu, jak i na tylnej kanapie. To auto nie aspiruje do miana premium – materiały wykończeniowe są solidne, ale to głównie twarde plastiki zaprojektowane z myślą o trwałości, a nie głaskaniu ich z zamkniętymi oczami. Wnętrze jest przede wszystkim do bólu funkcjonalne i poprawne stylistycznie. Niczym nie powala, ale i nie razi.
Na ogromny plus zasługuje ergonomia. W dobie wszechobecnej „ekranozy” Opel poszedł po rozum do głowy. Na pokładzie mamy co prawda dwa cyfrowe wyświetlacze, z czego centralny jest dotykowy, ale sterowanie najważniejszymi funkcjami pozostało analogowe. Klimatyzację czy podgrzewanie foteli (testowany egzemplarz miał na pokładzie opcjonalny pakiet zimowy) wywołujemy i regulujemy dzięki klasycznych, fizycznych przycisków.
A skoro o przyciskach mowa, inżynierowie Opla zadbali o jeszcze jeden detal. Znajdziemy tu dedykowany przycisk do szybkiego wyciszania obowiązkowego, unijnego systemu ISA (ostrzegającego o każdym, choćby najmniejszym przekroczeniu prędkości). Jedno kliknięcie i system milknie aż do ponownego uruchomienia silnika. W wielu konkurencyjnych autach wymaga to przebijania się przez trzy poziomy zawiłego menu.

Pożegnanie z V6, czyli witamy w erze rozsądku
Skoro już pastwimy się nad nieszczególnie trafionymi porównaniami z przeszłością, spójrzmy pod maskę. Dawna Frontera występowała w topowej wersji z paliwożernym, 3,2-litrowym silnikiem V6, który w warunkach miejskich potrafił bez mrugnięcia okiem wypić i 20 litrów bezołowiowej na sto kilometrów. Testowany przeze mnie model napędza nowoczesny układ miękkiej hybrydy (MHEV) z instalacją 48V, oparty na benzynowym silniku 1.2 o łącznej mocy 145 KM.
Słabiej? Teoretycznie tak. Ale pamiętajmy, iż nowa Frontera zgubiła nie tylko trochę gabarytów, ale też ramę i potężny napęd na cztery koła, dzięki czemu jest od swojego przodka lżejsza o ponad 600 kilogramów! To sprawia, iż dzisiejszy, trzycylindrowy napęd radzi sobie z nią znacznie sprawniej. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje tu równe 9 sekund, co jest wynikiem o ponad półtorej sekundy lepszym od wspomnianej przed chwilą V-szóstki sprzed dekad.
Jednak największym asem w rękawie hybrydowej Frontery jest ekonomia. Producent obiecuje średnie zużycie paliwa w cyklu mieszanym (WLTP) na poziomie zaledwie 5,3 l/100 km. I uwaga – to nie są laboratoryjne bajki. Moja średnia z całego, ponad 700-kilometrowego testu, w którym znaczny udział miały szybkie trasy typu A i S, wyniosła świetne 5,9 l/100 km.
Jeszcze lepiej jest w mieście. Zelektryfikowany napęd i sprawnie działająca przekładnia dwusprzęgłowa pozwalają bardzo często żeglować z wyłączonym silnikiem spalinowym. Wynik z czwórką z przodu (ok. 4,5 l/100 km) osiągniesz w miejskich korkach bez konieczności odmawiania pacierza w intencji ekojazdy. Przy zbiorniku mieszczącym 44 litry paliwa, przejechanie 800 kilometrów na jednym tankowaniu nie jest tu żadną fikcją. To wynik, o którym właściciele dawnych terenówek mogli co najwyżej pomarzyć.

Praktyczność ponad wszystko
Jak nowa Frontera radzi sobie w roli auta rodzinnego? Poza przestronną kabiną, oferuje też bardzo sensowny bagażnik. Pojemność 460 litrów to wartość, która z nawiązką wystarczy na spakowanie wózka dziecięcego, większych zakupów z supermarketu czy wakacyjnych bagaży dla czteroosobowej rodziny.
Wspomniany wcześniej system multimedialny działa poprawnie, integruje się z naszymi telefonami przez bezprzewodowe Apple CarPlay i Android Auto, a dla fanów nowinek przewidziano choćby łączność z asystentami wspieranymi przez sztuczną inteligencję (ChatGPT). Asysta kierowcy też jest poprawna, jest kontrola pasa ruchu (ale już nie adaptacyjne prowadzenie środkiem), jest limiter prędkości i tempomat (ale już nie adaptacyjny), automatyczne światła długie? Są, ale to nie są reflektory matrycowe. Jednak to nie cyfrowe wodotryski sprzedają ten samochód.

Podsumowanie
Jeżeli szukasz w nowym Oplu Fronterze auta do taplania się w błocie, srogo się zawiedziesz. Ale o ile schowasz nostalgię do kieszeni i spojrzysz na to auto jak na nowoczesnego, miejskiego crossovera, odkryjesz naprawdę dopracowany produkt. To rozsądny, bardzo oszczędny, przemyślany i szalenie praktyczny samochód, który niczego nie udaje. Wskrzeszona nazwa to po prostu marketingowy zabieg mający przyciągnąć naszą uwagę. I trzeba przyznać – to zadziałało. A gdy już zwrócisz na nią uwagę, nowa Frontera obroni się sama. Cena? Testowaną wersję kupicie od 129 000 zł brutto (cenę opcjonalnego lakieru i pakietu zimowego już wliczyłem).
Ocena ogólna Opel Frontera GS Hybrid 145 KM: 4,5/6
- Design: 4,5/6
- Jakość wykonania: 4/6 (głównie twarde, ale solidnie zmontowane plastiki)
- Oprogramowanie: 4,5/6
- Wydajność: 5/6 (świetne spalanie i dynamika wystarczająca do miasta)
Plusy:
- Rewelacyjna ekonomia hybrydowego napędu – spalanie w mieście poniżej 5 l/100 km.
- Zaskakująco niska masa pojazdu i wystarczająca dynamika (9 s do setki).
- Bardzo dobra ergonomia wnętrza (fizyczne przyciski do klimatyzacji).
- Dedykowany, fizyczny przycisk do wyłączania irytującego systemu ISA
- Mnóstwo miejsca w środku i ustawny, 460-litrowy bagażnik.
Minusy:
- Purystów może boleć użycie terenowej nazwy do miejskiego crossovera (brak 4×4).
- Użyte materiały w kabinie to w przeważającej większości twarde tworzywa.
Opel Frontera GS Hybrid 145 KM – galeria
Jeśli artykuł Auto tygodnia #70 – Opel Frontera GS Hybrid 145 KM. Koniec z błotem, czas na miasto. Czym naprawdę jest nowa Frontera? [galeria] nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

1 godzina temu