To nowy hit Opla. Auto rodzinne w cenie miejskiego Volkswagena

1 tydzień temu

To kolejny dowód na to, iż niemiecka marka dobrze weryfikuje aktualne oczekiwania rynkowe. Nie ma mowy o sportowym charakterze czy biżuteryjnych dodatkach. Są za to praktyczność i pragmatyzm, które pozwalają na rywalizowanie o dużą grupę klientów. Czy nowa Frontera to przyszły hit Opla? Ma ku temu predyspozycje.

Nowy Opel Frontera to inne auto

Zacznijmy od tego, iż między pierwszą a drugą generacją jest przepaść. I nie chodzi jedynie o charakter czy wiek auta, ale też jego zaawansowanie technologiczne. Krótko mówiąc, nowość jest znacznie bardziej cywilizowaną, a przy tym modniejszą konstrukcją. Co prawda nie nadaje się w teren, ale to raczej drugo-, a choćby trzeciorzędna kwestia w tym segmencie.

Ciekawostką są także same gabaryty. Jest zdecydowanie mniejsza, niż najnowszy Grandland, a mimo tego może dysponować trzecim rzędem siedzeń (jako opcja), którego nie da się dokupić w większym modelu. To wyjście naprzeciw rodzinnym oczekiwaniom nieco mniej zamożnych nabywców.

Opel Frontera – prawy przód, fot. Wojciech Krzemiński

I tu należy wspomnieć o wymiarach pojazdu. Drugie wcielenie Frontery ma 4385 milimetrów długości, 1849 milimetrów szerokości i 1655 milimetrów wysokości – przy rozstawie osi wynoszącym 2670 milimetrów. Można więc mówić o „rozciągniętym” SUV-ie klasy miejskiej. Trudno więc wskazać potencjalnego rywala. Tym najbardziej oczywistym może być tylko bliźniak Stellantis, czyli Citroen C3 Aircross.

Sylwetka tego samochodu może się podobać. Wpisuje się w najnowszy nurt stylistyczny Opla, co oznacza charakterystyczny front z litym panelem zamiast klasycznego grilla. Tego drugiego zastępują dwa wloty powietrza w zderzaku. Reflektory LED osadzono tuż pod linią maski.

Opel Frontera – profil, fot. Wojciech Krzemiński

Profil ujawnia dobre proporcje i stosunkowo krótkie zwisy karoserii. Lekkości nadają zwężające się przeszklenia boczne i delikatnie opadający dach. Z tej perspektywy najłatwiej docenić zielony lakier, który fajnie kontrastuje z czarnymi elementami.

Tył wydaje się najbardziej oryginalny, co jest zasługują dwuczęściowych lamp zachodzących na klapę bagażnika. Niemal płasko wkomponowana szyba została zwieńczona sporym spojlerem. Z kolei na samym dole znajduje się masywna, dwukolorowa osłona.

Wnętrze bez udziwnień

Kabina tego modelu została wykonana z twardych, ale naprawdę starannie spasowanych tworzyw. Żaden nie wydaje niepokojących odgłosów, choć ostateczną ocenę będzie można wydać po przebyciu co najmniej kilkudziesięciu tysięcy kilometrów. Fajnie, iż projekt kokpitu nie jest ponury. Ożywiają go srebrne dekory.

Zegary są cyfrowe, co już nikogo nie zaskakuje. Można je personalizować w wystarczającym zakresie. Co ważne, są czytelne. Przed nimi osadzono estetyczną kierownicę z ergonomicznie rozmieszczonymi przyciskami na ramionach.

Opel Frontera – kokpit, fot. Wojciech Krzemiński

Centralne miejsce zajmuje spory wyświetlacz, który został skierowany w stronę kierowcy. To dobrze znany instrument z innych modeli koncernu. Działa całkiem gwałtownie i rzadko pozwala sobie na przycięcia. Ma też ładny interfejs.

Niezwykle wartościowym elementem jest panel klimatyzacji, który pozostał niezależny. Opiera się na fizycznych przyciskach, dlatego jest banalny, wręcz intuicyjny w obsłudze. Bardzo dobrze, iż Opel nie poszedł na łatwiznę w tej materii.

Poziom praktyczności również nie rozczarowuje. Znajdziemy tu duży schowek przed pasażerem, pojemne kieszenie, półkę z indukcyjną ładowarką, gniazda USB, skrytkę w podłokietniku i uchwyty na butelki. Jest więc tak, jak być powinno.

Opel Frontera – kabina, fot. Wojciech Krzemiński

Fotele wyglądają interesująco, co jest zasługą urozmaicenia kolorystycznego. Pokryto je materiałem w odcieniach szarości, bieli i czerni. Co więcej, są głęboko wyprofilowane, dlatego dobrze podpierają. Wydaje się jednak, iż tkanina na siedzisku może gwałtownie ulegnąć rozciągnięciu. o ile chodzi o zakres regulacji, to nie ma powodu do narzekania.

W drugim rzędzie jest zaskakująco przestronnie. Poważnie. Nawet dwie dorosłe osoby zmieszczą się bez żadnej ekwilibrystyki. Kąt pochylenia oparcia jest naprawdę godny, dlatego można odbyć wygodną podróż. choćby środkowe siedzisko jest wystarczające. Szkoda tylko, iż nie ma dodatkowych dysz nawiewu. Są za to gniazda USB i 12V.

Opel Frontera – bagażnik, fot. Wojciech Krzemiński

Prezentowany egzemplarz to wariant pięcioosobowy. I tu należy dodać, iż trzeci rząd jest dostępny jako opcja za 3200 złotych (w wersji GS). Chowa się w podłodze bagażnika. No właśnie, bagażnik. W przypadku tej konfiguracji można liczyć na 460 litrów pojemności. To wystarczająca wartość w większości przypadków.

Po złożeniu drugiego rzędu, możliwości transportowe rosną do 1600 litrów, co oznacza problemowe przewiezienie pralki czy lodówki, tym bardziej iż otwór załadunkowy jest duży, a próg – osadzony stosunkowo nisko. Uzupełnieniem tej przestrzeni są dodatkowe wnęki, haczyki, podwójna podłoga i solidna półka.

Miękka hybryda lub napęd elektryczny

Nowy Opel Frontera jest dostępny w trzech wersjach napędowych. Ta najmniej pożądana jest oczywiście elektryczna. Pozostałe dwie to miękkie hybrydy oparte na doładowanym silniku benzynowym o pojemności 1,2 litra. To zaktualizowana konstrukcja z trzema cylindrami, która dysponuje rozrządem na łańcuchu.

W testowanym egzemplarzu znajduje się jej mocniejsze wydanie, co oznacza 145 koni mechanicznych i 230 niutonometrów. Jak łatwo wywnioskować, uzupełnieniem jednostki spalinowej jest instalacja 48-woltowa. I tu należy zaznaczyć, iż standardem jest sześciobiegowa, dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna.

Opel Frontera – prawy tył, fot. Wojciech Krzemiński

W obu wariantach mHEV występuje wyłącznie przedni napęd, co nie zaskakuje. Osiągi niemieckiego SUV-a są przyzwoite. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 9 sekund, a prędkość maksymalna wynosi 194 km/h. Biorąc pod uwagę przeznaczenie, nie sposób narzekać.

To samo dotyczy zużycia paliwa, które specjalnie nie odbiega od rezultatów podawanych przez producenta. W teście udało się zmieścić w 6,2 litra, pomimo sporego dystansu pokonywanego po autostradzie. Gdyby jazda odbywała się po drogach krajowych, wynik byłby jeszcze lepszy.

Wrażenia z jazdy Oplem Fronterą

Jeśli chodzi o jakość prowadzenia, to można odnieść wrażenie, iż to jeden z samochodów, który nie pozostaje w pamięci. Nie ma w nim nic charakterystycznego – ani na plus, ani na minus. Krótko mówiąc, jest tak, jak można oczekiwać, czyli po prostu bezpiecznie. I to należy uznać za zaletę. Nowy Opel Frontera ma raczej spokojne usposobienie. Nie próbuje na siłę angażować, co jest adekwatne do oczekiwań potencjalnego nabywcy.

Układ kierowniczy pracuje miękko, ale wystarczająco precyzyjnie. Tworzy dobry duet z zawieszeniem, które wydajnie tłumi nierówności. Tylko większe, poprzeczne przeszkody sprawiają, iż jest słyszalne w kabinie. Warto jednak dodać, iż podwozie pozostaje stabilne. Podsterowność? Tak, ale tylko podczas gwałtownych zmian toru jazdy, które raczej nie są częstym zjawiskiem podczas normalnej jazdy.

Opel Frontera – lewy przód, fot. Wojciech Krzemiński

Praca układu hybrydowego jest naprawdę dobra. Trzycylindrowy silnik ma przyjemniejszy dźwięk, niż można przypuszczać. Poza tym, oferuje niezły poziom kultury pracy. To poprawiona jednostka, która na pewno będzie trwalsza od tej wyposażonej w pasek rorządu. Co ważne, tworzy zgrany duet z płynnym i szybkim automatem.

Choć to miękka hybryda, da się odczuć, iż stara się być bardzo wydajna. Zdradza to system odzyskiwania energii podczas zwalniania przy małych prędkościach. To oczywiście pozytywnie wpływa na zużycie paliwa, ponieważ silnik spalinowy może być odciążany przez elektryczność. I można to docenić przy dystrybutorze.

Jeżeli chodzi o manewrowanie, to nie stanowi żadnego problemu. Nowa Frontera jest zwrotny i radzi i mieści się w przeciętnych lukach parkingowych. Widoczność z perspektywy kierowcy jest przyzwoita, co jest zasługą sporych przeszkleń. W razie czego czuwają także czujniki, kamery i asystenci jazdy.

To może być hit Opla

I tu przechodzimy do najważniejszego aspektu. Jak sugeruje oficjalny konfigurator, oferta prezentowanego modelu zaczyna się od 100 900 złotych. To naprawdę duże zaskoczenie, biorąc pod uwagę obecność miękkiej hybrydy z automatem – co prawda 100-konnej, ale jednak.

Prezentowana konfiguracja to środek cennika. Wariant 145-konny z topowym wyposażeniem GS został wyceniony na 120 900 złotych. To wciąż oznacza dobry stosunek ceny do układu napędowego i zastosowanych rozwiązań z zakresu komfortu.

Opel Frontera – prawy tył, fot. Wojciech lewy

Teoretycznie, można w tej cenie dostać podobnie skonfigurowanego Volkswagena T-Crossa czy Hyundaia Konę, ale żaden z nich nie zaoferuje równie dużego poziomu praktyczności. O opcjonalnym, trzecim rzędzie siedzeń też można zapomnieć.

Niemiecka marka postanowiła ukłonić się w stronę pragmatycznych klientów, co jest bardzo dobrym ruchem. Rosnąca konkurencja z Chin sprawia, ze na rynku robi się coraz ciaśniej i trzeba walczyć również ceną.

Podsumowując, to może być prawdziwy hit Opla. Frontera łączy nowoczesną i modną sylwetkę z praktycznym, ergonomicznym wnętrzem i oszczędnym, wystarczająco mocnym układem napędowym. Warto poznać ją bliżej, by sprawdzić pełne możliwości.

Idź do oryginalnego materiału