
Trendy motoryzacyjne są ważne, co nie oznacza, iż każdy klient podąża w stronę SUV-ów i crossoverów. Popytem cieszą się także proste i ekonomiczne modele za rozsądne pieniądze. Świetnym tego przykładem jest najtańszy samochód na polskim rynku. Niektórych może zaskoczyć, iż nie reprezentuje segmentu A.
Cena czyni cuda
Duża grupa nabywców lubi dopłacać do modnych wersji nadwoziowych, ale pragmatyczne propozycje też cieszą się wzięciem. Ekonomia pozostaje jednym z kluczowych aspektów podczas kupowania pojazdu prosto z salonu, tym bardziej iż ceny dynamicznie rosną. Najtańszy samochód oferowany w naszym kraju nie jest więc aż tak tani, jak można przypuszczać.
Ile trzeba przeznaczyć na pojazd z salonu? Co najmniej 61 300 złotych. Zacznijmy od tego, iż większość lokalnych kierowców nie może sobie pozwolić choćby na taki wydatek. Właśnie dlatego wciąż dominuje rynek wtórny. I nic nie wskazuje na to, by coś się zmieniło w tej kwestii.
Kiedyś za taką kwotę można było nabyć dobrze wyposażone auto kompaktowe. Wielu twierdzi więc, iż było taniej. To jednak pozory. Fakty są takie, iż stosunek cen do zarobków nad Wisłą i tak jest korzystniejszy, niż dwie dekady temu.
Właśnie dlatego można mówić o grubszych portfelach. I pokazują to rankingi rejestracji udostępniane przez Samar. Choć większość osób wciąż wybiera używane auta, popyt na te nowe wyraźnie rośnie. Co ciekawe, najmniejsze pojazdy nie cieszą się najlepszymi wynikami. W Polsce dominują przede wszystkim przedstawiciele segmentów B i C.
Najtańszy samochód na polskim rynku
Marka, która oferuje ten model z pewnością jest wszystkim znana. To oznacza, iż nie mówimy o nowym producencie z Chin, tylko takim, który ma ugruntowaną pozycję w całej Europie. Otóż, aktualnie najtańszy samochód w polskich salonach to Dacia Sandero.
Ktoś może uznać, iż to oczywiste. Biorąc jednak pod uwagę gabaryty, możemy mówić o pewnej niespodziance. Rumuński hatchback ma wymiary Volkswagena Polo, a jest tańszy, niż Kia Picanto czy Toyota Aygo X.

Europejczycy bardzo polubili ten pojazd. Choć ma budżetowy charakter, wygląda naprawdę dobrze. Ma zgrabne nadwozie, które uzupełniono ładnymi elementami oświetlenia. W bogatszych wersjach można liczyć także na atrakcyjne felgi.
Dużą zaletą tego auta jest także poziom przestronności – szczególnie w drugim rzędzie, gdzie bez problemów zmieszczą się dwie osoby średniego wzrostu (około 180 centymetrów) i odbędą komfortową podróż. Nie jest to może limuzyna, ale zapewnia naprawdę optymalne warunki.
Co oferuje najtańszy samochód z salonu?
Absolutnie bazowa wersja Dacii Sandero ma gorsze wyposażenie, niż Hyundai i10. I to jest z pewnością wada tego produktu. Zanim jednak o nim, warto wspomnieć o układzie napędowym, który znajduje się w podstawie.
Pod maską mieszka benzynowy silnik 1.0 TCe, który jest też montowany w Renault Clio. To trzycylindrowa konstrukcja z doładowaniem oferująca 90 koni mechanicznych i 160 niutonometrów. Uzupełnia ją pięciobiegowa skrzynia manualna. Co ciekawe, wersja Stepway z tą samą jednostką ma sześć przełożeń.

Osiągi są akceptowalne, bo najtańszy samochód w Polsce jest po prostu lekki. Przyspiesza do setki w 11,7 sekundy i rozpędza się do 175 km/h. Najważniejsze jednak, iż zużywa średnio mniej, niż 6 litrów w cyklu mieszanym.
W cenie 61 300 złotych brakuje wielu przydatnych rozwiązań. Przykładem może być klimatyzacja, której nie można dokupić. Najtańsze Sandero posiada podstawowy pakiet systemów bezpieczeństwa, wspomaganie kierownicy, automatyczne światła mijania, gniazdo USB, radioodtwarzacz, Bluetooth i kilka więcej.
Znacznie lepiej wygląda wersja Expression, czyli drugi poziom wyposażenia. Z bazowym silnikiem kosztuje 65 300 złotych, co utrzymuje Dacię na szczycie najtańszych aut. Lista wyposażenia jest bogatsza o: światłą przeciwmgłowe, elektrycznie sterowane lusterka, ośmiocalowy ekran multimedialny, 4 głośniki, klimatyzację oraz klamki i obudowy lusterek w kolorze nadwozia. Tyle wystarczy, by część pragmatycznych klientów zdecydowała się nie dopłacać co najmniej kilkunastu tysięcy do SEAT-a Ibizy czy Citroena C3.