Szukałem systemu kaucyjnego w Portugalii. Jest dyskretny, ale jednego im zazdroszczę

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Próba skorzystania z systemu kaucyjnego w Portugalii przeniosła mnie w czasie – wprawdzie tylko o kilka miesięcy, ale to wystarczyło, aby docenić nasz, już sprawdzony w boju.

To już nie te czasy, kiedy z zazdrością patrzyliśmy na państwa zachodu – teraz to my nierzadko mamy okazję do małego tryumfu i niewinnych zdziwień. Nie możemy zrozumieć, iż ktoś wymaga noszenia tradycyjnych plastikowych dokumentów, bawi nas, jak wybałusza oczy na widok oddania pieniędzy Blikiem, a z kolei widok karteczki z napisem „płatność kartą tylko od 5 euro” z naszej perspektywy wydaje się być mniej więcej takim samym doświadczeniem, jakim byłoby zaobserwowanie dorożki, którą nie jeździ się ze względów turystycznych, a praktycznych. Gryziemy się w język, by nie palnąć niegrzecznie: to wy tak tu żyjecie? Tak się jeszcze da?

Nie ukrywam, iż w podobny sposób oceniłem system kaucyjny w Portugalii, z lekką nutką wyższości osoby doświadczonej, która swoje przeszła i do niejednego butelkomatu opakowania wrzucała. „Ach, to wy jesteście dopiero tutaj” – mówiłem do siebie, przyglądając się raczkującemu rozwiązaniu, jakby dzieliła nas przepaść liczona nie w latach, a co najmniej wiekach.

A ta wcale tak duża wbrew pozorom nie jest. Nowe przepisy zaczęły obowiązywać w Portugalii wprawdzie niedawno – 10 kwietnia 2026 r. – ale trudno mówić o różnicy drastycznej. Tym bardziej iż u nas system kaucyjny wprowadzono oficjalnie 1 października 2025 r., ale w praktyce zaczął działać od nowego roku. Opakowania z kaucją jeszcze jesienią były jak Yeti – ponoć ktoś widział, ale dowodów na ich istnienie brakowało.

W Porto zaś było nieco odwrotnie

Będąc w Portugalii na przełomie lipca i sierpnia, nie miałem problemów, aby znaleźć opakowania oznakowane logo Volta, jak nazwany jest tamtejszy system kaucyjny. Dopłacałem 10 eurocentów do puszek i butelek, ale nie udało mi się odzyskać kaucji. Cóż, dzięki temu wsparłem portugalski system kaucyjny, aby mógł rosnąć w siłę, bo nieodebrana kwota, podobnie jak u nas, wspomaga dalszy rozwój rozwiązania.

A naprawdę chciałem to zrobić – nie tyle z oszczędności, co ciekawości. Wchodząc jednak do sklepów, nie widziałem nigdzie maszyn. Ani w Pingo Doce, ani w MyAuchan, ani w Lidlu, w którym za to już dostępne były samoobsługowe kasy z kamerami, dopiero u nas testowane.

Uczciwie przyznaję, iż moje poszukiwania butelkomatów nie były specjalnie zapalczywe. Byłem nie inspektorem, a turystą, na dodatek takim, który w sklepie bardzo gwałtownie dawał się porwać oglądaniu produktów u nas niedostępnych – albo dostępnych, ale nie w takich liczbach i to już na samym wejściu; portugalskie sklepy bardzo gwałtownie dają znać, z czego kraj słynie. Niewykluczone, iż rozproszony nie dostrzegłem maszyny. Ale z drugiej strony jeżeli potrzeba detektywistycznej precyzji, nosa pozwalającego wykryć ukrywającego się, to nie świadczy to zbyt dobrze o rozwiązaniu, prawda? A u nas – wchodzisz i jest. Albo choćby nie wchodzisz, bo maszyny czekają już na parkingu.

W teorii portugalski system nie wymaga od użytkowników zabawy w chowanego

Mowa tu właśnie o elemencie, którego przynajmniej w teorii można im zazdrościć. Na stronie volta.com.pt dostępna jest mapa pozwalająca namierzyć automaty. Co więcej, jest choćby specjalna aplikacja.

W teorii – świetny pomysł. W praktyce w dwóch punktach blisko mojego noclegu, w których maszyny niby powinny się znajdować, jakoś ich nie było. Być może były ukryte, ale jeden z niewielkich sklepów przeszedłem wzdłuż i wszerz i naprawdę nie wiem, gdzie udałoby się butelkomat wcisnąć.

Możliwe, iż trudności ze zlokalizowaniem automatu wynikały z tego, iż byłem pieszym, a nie kierowcą. Na jednej z polskich grupek – poświęconych wprawdzie Maderze – czytam, iż „pojemniki są zwykle przy wyjściu z parkingu podziemnego”. Miałoby to sens, choć akurat trudno mi sobie wyobrazić, by jeden z małych sklepów, w którym maszyna miała być, a jej nie było, dysponowała taką przestrzenią. o ile to jednak prawda, to i tak trudno mówić tutaj o wygodnym rozwiązaniu.

Tylko poniekąd ma to sens: oddaje się kilka opakowań naraz, które się przywozi jadąc na zakupy. I u nas się to praktykuje, ale nie jako docelowy sposób, a raczej jeden z wielu. o ile ktoś jak ja łazi po mieście to ma problem. Punkt więc dla nas, bo w Polsce automaty mimo wszystko są na widoku dla wszystkich i przynajmniej system kaucyjny nie faworyzuje kierowców.

Pewnie gdyby mi zależało na zwrocie, mógłbym wypytać o szczegóły, ale przyjąłem strategię turysty, który działa gwałtownie i sprawnie, bo nie ma czasu w zbędne gadki.

Wyobraziłem sobie za to odwrotną sytuację, kiedy ktoś przyjeżdża do nas

Raczej nie miałby teraz podobnych problemów. Jasne, ta ocena jest lekko niesprawiedliwa – ktoś opisujący nasz system jesienią również nie miałby jak z niego skorzystać, bo po prostu nie znalazłby opakowań na półkach. Portugalski system kaucyjny to ciągle młokos i może stąd te niedogodności. Podobne, choć inne.

Na dodatek operowałem głównie w turystycznych okolicach starego miasta opanowanego przez przyjezdnych. Niewykluczone, iż gdzieś na przedmieściach albo dzielnicach oddalonych choćby delikatnie od popularnych lokalizacji sytuacja wygląda inaczej i mieszkańcy jakoś sobie radzą, np. schodząc do parkingów podziemnych. Byłem za krótko, by to ocenić, ale faktem jest, iż naprawdę nie widziałem nikogo, kto spacerowałby z torbami pełnymi butelek, co z kolei u nas nie jest wcale rzadkim widokiem. Poza jednym wyjątkiem, ale o tym za moment.

I kiedy już prawie myślałem, iż portugalski system kaucyjny powinien nazywać się nie Volta, a może bardziej Vidmo – niespodzianka! W mikroskopijnym Sparze udało się wcisnąć nie tak mały automat. Cieszyłem się, iż nie miałem przy sobie odpadów, bo wyrzucenie choćby jednej butelki czy puszki w takich warunkach nie byłoby zbyt komfortowe. Ale, przynajmniej w teorii, możliwe.

Znowu pomyślałem sobie: u nas to lepiej rozwiązano

Przykładem może być choćby Żabka, gdzie na równie niewielkich powierzchniach ustawiane są po prostu nieduże automaty, przypominające kosze na śmieci.

Drugi automat, ze znacznie wygodniejszym dostępem, znalazłem przez przypadek w sklepie sieci My Auchan. Akurat był zajęty, a opakowania oddawał jeden z łowców butelek i puszek. Pompował plastik, pokazując, iż może i dzielą nas kilometry, ale nawyki i problemy mamy podobne, bo jeszcze nie wszyscy odzwyczaili się od niezgniatania opakowań. A może oddający naprawiał dzieło zniszczenia dokonane przez jednego z portugalskich kaucyjnych chuliganów?

Worek z butelkami i puszkami był potężny, co pokazuje, iż nie ma wielkiego problemu ze znalezieniem takich surowców. Oczywiście nie wiem, jak wiele czasu potrzebne było na zebranie kolekcji, ale mogę się domyślać, iż to raczej kwestia bardziej godzin niż dni. Później natknąłem się na osobę, która szukała opakowań w koszach ulokowanych w centrum, nieopodal Ponte Dom Luís I. Żniwa były solidne, rower przechylał się od toreb zawieszonych na kierownicy. Niewykluczone, iż turyści, podobnie jak ja, nie natknęli się wcześniej na automaty albo po prostu machnęli ręką na te 10 eurocentów, wyrzucając butelki i puszki po staremu.

To kolejne zjawisko, które za nic ma granice i lata po wszystkich państwach z systemem kaucyjnym. Niektórych to gorszy, inni uważają, iż to jedna z (nie)wielu szans na dorobienie. Niedawno wyskoczył mi TikTok z materiałem irlandzkiej telewizji, której reporter przeprowadzał wywiad z osobą zajmującą się wyciąganiem opakowań ze śmietników w Dublinie. Znajdą się pewnie tacy, dla których będzie to dowód przemawiający na niekorzyść systemu kaucyjnego – w końcu to właśnie przez to narażeni są na takie widoki. Istna zgroza! A ja jednak zadałbym pytanie, dlaczego są osoby, które muszą dorabiać sobie w ten sposób, z czego to wynika i jak można byłoby im pomóc, a także dlaczego się tego nie robi. To pytania trudne, problem jest złożony, ale łatwiej wskazać prostego winnego, który sam się napatoczył. Wszystko przez ten system kaucyjny!

Polski system kaucyjny też ma swoje problemy i bolączki. Nie od razu działał tak, jak teraz, nie wszędzie od razu można było również oddawać wygodnie opakowania. Trudności wcześniej zgłaszały mniejsze gminy. To się stosunkowo od niedawna zmienia – np. za sprawą automatów stawianych przy sklepach sieci Dino.

źródło: volta.com.pt

Kiedy odwiedzałem położone przy oceanie Matosinhos dziwiło mnie, iż automatów nie ma przy plażach – co z kolei u nas zaczyna być normą. Oczywiście mamy przewagę tych kilku miesięcy, ale z drugiej strony to też nie tak, iż w Portugalii ktoś od razu pomyślał o tym, na co u nas trzeba było czekać dłużej. Bo przecież i tam, jak i u nas, automaty mogłyby od razu pojawić się w miejscach publicznych, parkach czy skwerach. Tyle dobrego, iż w Polsce to gapiostwo już się naprawia, a w Portugalii – a przynajmniej w Porto – nie. Wydawać by się mogło, iż właśnie przy tak popularnych turystycznie miejscach nie byłby to głupi pomysł.

Czy można zazdrościć Portugalczykom aplikacji?

Niby tak, choćby jeżeli nie zawsze jest aktualna, o czym się przekonałem. Broniąc jednak naszego systemu, trzeba zwrócić uwagę na skalę. Póki co w Portugalii jest 3 tys. maszyn. W Polsce, według danych resortu klimatu i środowiska, już w blisko 14 tys. punktów zbiórki funkcjonują automaty. Jesteśmy znacznie większym krajem, więc i skala jest inna. Na dodatek do systemu kaucyjnego przystępują też ci, którzy w teorii nie muszą, a dodawanie mniejszych sklepów – stanowiących 54 proc. wszystkich punktów zbiórki – mogłoby nie być tak łatwe.

Moje obserwacje portugalskiego systemu kaucyjnego skażone są niesprawiedliwą perspektywą – turysty, który trochę na ślepo próbuje odnaleźć się w nowych realiach. Niewykluczone, iż z perspektywy mieszkańca nie wygląda to tak źle, a namierzenie automatów w parkingu podziemnych wcale nie jest przeszkodą. Nie da się jednak ukryć, iż przecież w podobny sposób stykać będą się z rozwiązaniem inni przyjezdni. Zestawiając poniekąd podobne – w kwotach i działaniu; automaty jak u nas też drukują kupony – systemy, widzę w naszym sporo zalet.

Przeszliśmy wprawdzie długą i burzliwą drogę, na dodatek przez cały czas nie wszyscy zgodzą się, iż polski system kaucyjny jest w porządku (ja tak właśnie uważam). Uspokoiłem się widząc, iż to wcale nie jest tak, iż wszędzie wiedzą lepiej, a tylko my błądzimy. Myślę, iż powszechności i dostępności systemu kaucyjnego w Portugalii śmiało mogą nam zazdrościć.

A my im aplikacji. Choć tylko trochę, skoro mapka nie zawsze jest dokładna.

Zdjęcie główne: joyfull / Shutterstock

Idź do oryginalnego materiału