To, co dzieje się w tej chwili na stacjach benzynowych na całym świecie, przypomina najgorszy sen kierowcy. Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie sprawiła, iż ceny benzyny i diesla rosną w tempie, którego nie widzieliśmy od dekad.
I nie wszystkie rządy zdecydowały się na ingerencję jak Polska, dlatego gdzieniegdzie wywołało to zaskakujący efekt, czyli masową migrację w stronę elektromobilności. Szczególnie widać to w Australii, gdzie kierowcy dziś ustawiają się w kolejkach po wszystko, co ma wtyczkę.
Z najnowszych danych wynika, iż od połowy lutego dzienna sprzedaż używanych pojazdów EV wzrosła ponad dwukrotnie. Ludzie nie pytają już "czy", ale "jak szybko" mogą przesiąść się na prąd. To nie jest zwykłe zainteresowanie, tylko rynkowa gorączka, która wyczyściła place dealerów w tempie błyskawicznym.
Magazyny świecą pustkami, a ceny rosną w oczach
Statystyki są bezlitosne. W ciągu zaledwie trzech tygodni liczba dostępnych ogłoszeń używanych samochodów elektrycznych spadła o 33 proc. To ogromna zmiana w czasie, który zwykle poświęcamy na podjęcie samej decyzji o zakupie.
"To nie jest krótkotrwałe wahnięcie. To strukturalna odpowiedź na rosnące koszty paliwa, która fundamentalnie zmienia zachowania kupujących" – mówią eksperci z AutoGrab. Kiedy koszty eksploatacji auta spalinowego zaczynają zjadać znaczną część domowego budżetu, ideologia schodzi na dalszy plan. Liczy się czysta matematyka.
Utrata wartości? Zapomnij, teraz to inwestycja
Najbardziej szokujące są dane dotyczące wartości rezydualnej. W Australii samochody elektryczne wyprodukowane w latach 2021–2025 odnotowały gwałtowny wzrost cen. Najświeższe roczniki z 2025 roku w połowie lutego utrzymywały około 77 proc. swojej pierwotnej wartości. Miesiąc później? To już blisko 88 proc.
W świecie motoryzacji taka sytuacja na rynku wtórnym to niemal anomalia. zwykle auta tracą na wartości, a nie ją odzyskują w trakcie użytkowania. Tymczasem popyt na auta z napędem alternatywnym jest tak duży, iż okno sprzedażowe dla kupujących zamyka się z trzaskiem.
Hybrydy też w cenie, diesel w odwrocie
Nie tylko "czyste" elektryki przeżywają oblężenie. Samochody hybrydowe oraz hybrydy typu plug-in również zanotowały wzrost zainteresowania o około 30 proc. Co ciekawe, w tym samym czasie liczba zapytań o tradycyjne auta benzynowe i wysokoprężne spadła o 15 proc.
Liczba zapytań o samochody elektryczne na portalach ogłoszeniowych wzrosła o 175 proc. w ciągu miesiąca. Branża mówi wprost: mamy do czynienia z efektem kuli śnieżnej. Pewną ulgę może przynieść koniec roku finansowego i wymiana flot w firmach, jednak przy obecnym tempie „wchłaniania” każdej sztuki, choćby wzrost podaży może nie wystarczyć, by zatrzymać ten cenowy rajd.
Czy taka sytuacja jest możliwa w Polsce?
Przy obecnym popycie na elektryki – raczej nie. Polscy konsumenci przez cały czas patrzą głównie na cenę zakupu, a nie na całkowite koszty eksploatacji. A ceny, jeżeli nie ma rządowych dopłat, nie zachęcają, bo samochody elektryczne są przez cały czas droższe od "benzyniaków".
Do tego dochodzą cały czas wątpliwości związane z dostępnością ładowarek oraz ograniczonym dostępem do ładowania w domu, co skutecznie studzi entuzjazm wielu potencjalnych nabywców w naszym kraju.

2 godzin temu














