Koniec mitu o nieładowanych hybrydach PHEV. Polacy podłączają wtyczki, a nowa RAV4 zmienia zasady gry

55 minut temu

W branży motoryzacyjnej od lat krąży złośliwy żart, iż kable w hybrydach plug-in (PHEV) psują się wyłącznie od leżenia w bagażniku. Jak się okazuje, sytuacja się zmieniła.

Kupowane dla ulg podatkowych auta flotowe z napędem PHEV miały spalać w trasie duże ilości paliwa, wożąc ze sobą setki kilogramów rozładowanych akumulatorów. Dane z polskich dróg właśnie rozprawiły się z tym stereotypem, a najnowsza odsłona SUV-a Toyoty udowadnia, iż ten napęd przestał być wyłącznie sztuką kompromisu.

Kable wyjęte z bagażnika. Dane z polskich ulic

Toyota opublikowała statystyki z telemetrii blisko 6 tysięcy hybryd plug-in (modele C-HR, RAV4 i Prius), które jeździły po polskich drogach podczas tegorocznych wakacji. Wyniki są jednoznaczne – polscy kierowcy ewidentnie nie są leniwi i regularnie korzystają z domowych oraz miejskich gniazdek.

Średnie zużycie paliwa w tym okresie wyniosło zaledwie 2,5 l/100 km. Co więcej, aż 73% czasu jazdy i 55% pokonanego dystansu z łącznej puli 16,4 mln kilometrów odbyło się wyłącznie przy użyciu silnika elektrycznego. To dowód na to, iż PHEV ma absolutny sens ekonomiczny, o ile jego właściciel korzysta z niego zgodnie z przeznaczeniem. Krótkie dystanse to naturalne środowisko dla tego napędu.

Rodzinny SUV, który przestał być kompromisem

O ile miejski C-HR czy aerodynamiczny Prius z wtyczką nikogo nie dziwią, o tyle prawdziwa zmiana warty kryje się w najnowszej, szóstej generacji hybrydy, która trafiła do najnowszej Toyoty RAV4. Wsadzenie wtyczki do dużego rodzinnego SUV-a zwykle kończyło się tym, iż prądu starczało na mniej niż kilometrów, a w długiej trasie auto stawało się paliwożernym czołgiem.

Japończycy zmienili jednak podejście. W nowej RAV4 Plug-in Hybrid zamontowano akumulator o pojemności 22,7 kWh – to wartość, z jaką jeszcze parę lat temu debiutowały na rynku pełnoprawne samochody w pełni elektryczne. Dołożono do tego złącze szybkiego ładowania prądem stałym (DC 50 kW), co w świecie hybryd PHEV wciąż jest rzadkością i pozwala uzupełnić baterię do 80% w 30 minut.

W efekcie dostajemy masywne, przestronne auto, które w mieście oferuje zasięg pełnoprawnego elektryka, a podczas weekendowego wyjazdu na drugi koniec kraju nie każe nam planować postojów pod ładowarkami i nie karze portfela za wożenie dodatkowych kilogramów.

Rodzinne kombi, które pali 4,5 litra w mieście. Toyota ucina ceny hybrydowej Corolli choćby o 12,5 tys. zł

Jeśli artykuł Koniec mitu o nieładowanych hybrydach PHEV. Polacy podłączają wtyczki, a nowa RAV4 zmienia zasady gry nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

Idź do oryginalnego materiału