Golf oraz T-Roc otrzymają napęd, na który klienci czekali od dekady. Ile można było czekać?

1 godzina temu
Przez lata patrzyliśmy, jak Toyota zgarnia pulę w segmencie "zwykłych" hybryd, podczas gdy Niemcy z Volkswagena uparcie promowali albo diesle, albo skomplikowane hybrydy typu plug-in. Teraz następuje zwrot akcji. Golf oraz T-Roc otrzymają napęd, na który klienci czekali od dekady.


Volkswagen wchodzi do gry na własnych warunkach, odkurzając koncepcję, którą kiedyś testował w Jettcie, ale tym razem dopracował ją do perfekcji. Cel? Klasyczna hybryda (HEV), która nie wymaga kabli, gniazdek i szukania ładowarek pod blokiem, a w mieście ma palić tyle, co "nic".

Niemcy wyciągnęli wnioski i zrozumieli, iż nie każdy chce elektryka i nie każdy ma gdzie ładować PHEV-a. Nowy układ to złoty środek, który ma sprawić, iż niskie spalanie przestanie być domeną wyłącznie hybryd z Dalekiego Wschodu.

1.5 TSI evo2 i dwa silniki elektryczne


Co mamy pod maską? Zapomnijcie o małych, wysilonych jednostkach. Sercem systemu jest sprawdzony silnik 1.5 TSI evo2, który połączono z dwoma silnikami elektrycznymi: trakcyjnym oraz generatorem.

Do tego dochodzi akumulator NMC o pojemności 1,6 kWh umieszczony z tyłu, co pozwala zachować niezły rozkład masy.

Klienci dostaną wybór, który realnie ma sens: wersję o mocy 136 KM lub mocniejszy wariant oferujący 170 KM. Co ważne, napęd ten po Golfie i T-Rocu docelowo trafi do niemal każdego hitu grupy, od Skody Octavii i Audi A3, po Cuprę Leona i Volkswagena Tiguana.

System pracuje w trzech trybach, ale to, co dzieje się przy wyższych prędkościach, ucieszy fanów autostrad, bo do akcji wkracza skrzynia DSG.

To rozwiązanie eliminuje efekt "gumowego" przyspieszenia i sprawia, iż nowa hybryda Volkswagena prowadzi się po prostu jak normalne auto spalinowe, tyle iż znacznie oszczędniejsze.

Zapełnienie luki napędowej


Volkswagen musiał to zrobić. Luka między miękką hybrydą eTSI (która głównie wspomaga start-stop), a drogim i ciężkim Plug-inem była zbyt duża.

Nowy napęd hybrydowy ma wypełnić tę lukę i przyciągnąć tych, którzy boją się skomplikowania technicznego, a chcą mieć święty spokój i niskie rachunki na stacjach paliw.

Moim zdaniem, to może być najpopularniejszy napęd w Grupie VW w ciągu najbliższych trzech lat. Jest prosty w obsłudze ("lej i jedź"), oferuje trzy tryby jazdy (Eco, Comfort, Sport) i nie zmusza nas do zmiany nawyków.

Jeśli cena zostanie skalkulowana rozsądnie, to będzie to bardzo poważna oferta na rynku. W dobie nachalnej elektryfikacji, taki ruch Volkswagena to powiew normalności. "Hybryda bez kabli, ale z sensem", tak można podsumować to, co właśnie wjeżdża do Golfa i T-Roca.

Czekamy na pierwsze testy długodystansowe, bo jeżeli realne spalanie w mieście spadnie w okolice 4 litrów, to będziemy mieli do czynienia z nowym królem segmentu.

Idź do oryginalnego materiału