A jednak – kiedy spędzasz z nimi kilka dni, kiedy poruszasz się za ich kierownicą przez ulice, stoisz w korkach, jedziesz boczną drogą, wypadasz za miasto – zaczynasz rozumieć, dlaczego ten samochód istnieje. Taka jest właśnie Dacia Sandero Stepway. Pragmatyczna, szczera, do bólu codzienna. A przez to na swój sposób… czarująca.
Kiedy pierwszy raz wsiadłem do Stepwaya, miałem wrażenie, iż wchodzę do świata, w którym motoryzacja pozostało normalna. Bez udawanej ekstrawagancji, bez tłumaczenia, dlaczego dany model kosztuje tyle, ile kosztuje.
Dacia nie próbuje zaczarować klienta. Nie ma w niej zbędnego makijażu. Jest za to coś znacznie bardziej wartościowego: poczucie, iż dostajesz dokładnie to, za co płacisz. Ani grama więcej, ani jednego złudzenia. I nagle ten samochód przestaje być "budżetowy". Staje się po prostu uczciwy.
Jeżdżąc Sandero Stepway, trudno nie zauważyć, iż to auto zostało stworzone dla miejsc, w których luksus nie ma nic do powiedzenia, a wszystko rozstrzyga się na płaszczyźnie użyteczności. Polskie drogi. Krótkie dojazdy. Nierówne asfaltowe łaty. Miasta, w których światła zapalają się co pięćset metrów, a place budowy zdają się nigdy nie kończyć. W tym wszystkim Stepway odnajduje się ze spokojem samochodu, który nie próbuje nikogo gonić. On po prostu jedzie. Dowozi. Funkcjonuje. I robi to z zaskakującą sprawnością.
Może to zasługa wyższego prześwitu, który dodaje pewności na nierównościach i sprawia, iż kierowca siedzi odrobinę wyżej, widząc więcej. Może to kwestia lekkiej konstrukcji i przewidywalnego prowadzenia, które w świecie coraz cięższych samochodów wydaje się czymś niemal nostalgicznym.
A może po prostu chodzi o to, iż Sandero Stepway wpisuje się w rytm życia bez prób dominacji? Nie narzuca stylu jazdy, nie prowokuje, nie namawia do dynamicznych manewrów. Jest obok ciebie – jak narzędzie, które ma działać. I działa.
Pod maską pracuje litrowy silnik 1.0 TCe o mocy 90 KM, połączony z bezstopniową skrzynią CVT. I tutaj zatrzymajmy się na chwilę, bo to zestaw, który wymaga charakteru. Nie sportowego, nie dynamicznego, ale cierpliwego. CVT w Dacii jest specyficzną konstrukcją, która w mieście sprawdza się znakomicie, zapewniając płynność i brak szarpnięć.
Wystarczy lekkie muśnięcie gazu, by samochód ruszył spokojnie, płynnie, bez nerwów. W korku działa to jak błogosławieństwo – auto jedzie gładko, nie zmusza do myślenia o biegach, nie irytuje przeskokami.
Ale kiedy mocniej wciśniesz gaz, skrzynia zdradza swoje oblicze. Charakterystyczne przeciąganie, wysokie obroty, dźwięk, który trudno pomylić z czymś innym. To nie wada – to cecha. jeżeli zaakceptujesz ją jako element osobowości Sandero Stepway, jazda będzie lekka i przewidywalna.
Jeśli jednak szukasz automatu, który doda dynamiki, szybkością zmian biegów zbuduje emocje i sprawi, iż poczujesz się jak w aucie półkę wyżej – Stepway tego nie oferuje. Nie próbuje. Nie ma takiej ambicji.
Do tego dochodzi kwestia wyciszenia, a adekwatnie jego umowności. Dacia nie separuje kierowcy od świata. W kabinie słychać pracę silnika, szczególnie wtedy, gdy CVT utrzymuje wyższe obroty. Słychać szum powietrza, dźwięki spod podwozia, czasem drobne stuki z okolic nadkoli, kiedy droga nie jest idealna.
To wszystko element charakteru tego auta. Nie przeszkadza, ale przypomina, iż Stepway nie jest limuzyną, tylko samochodem użytkowym. Nie izoluje od rzeczywistości – wręcz przeciwnie, pozwala ją poczuć.
A mimo to – i tu dochodzimy do sedna – jeździło mi się nim dobrze. Zaskakująco dobrze. Być może dlatego, iż Stepway niczego nie udawał. Kiedy skrzynia pracowała po swojemu, wiedziałem, dlaczego tak jest. Kiedy wnętrze nie rozpieszczało mnie materiałami rodem z segmentu premium, wiedziałem, iż nie o to tu chodzi.
Kiedy auto delikatnie szumiało przy większych prędkościach, wiedziałem, iż to konsekwencja wyborów, które obniżyły cenę. Ale w zamian dostawałem coś innego: spokój. Przewidywalność. Wygodę użytkowania i łatwość obsługi, której brakuje w wielu dzisiejszych samochodach.
Sandero Stepway jest samochodem, który zwraca uwagę na to, co naprawdę potrzebne. Nie ma tu zbędnych gadżetów. Nie ma udawanej nowoczesności. Jest minimalistyczny ekran, jest prosta obsługa, są fizyczne przyciski, jest klasyczna kierownica i przejrzystość, którą coraz trudniej znaleźć. To auto nie przytłacza.
Nie bombarduje komunikatami. Po prostu pozwala wsiąść, przekręcić kluczyk, ruszyć – i jechać. W świecie, w którym motoryzacja coraz częściej próbuje udowodnić, iż samochód musi być komputerem na kołach, ta prostota jest czymś odświeżającym.
Mało tego – Stepway potrafi wyglądać naprawdę przyjemnie. Osłony nadwozia, zwiększony prześwit, lekko terenowa stylizacja – wszystko to nadaje mu lekko zadziorny charakter. Nie jest SUV-em, ale na bocznej drodze daje o sobie znać coś w rodzaju pewności, iż możesz pozwolić sobie na odrobinę luzu. Wjechać na szuter. Podjechać pod krawężnik. Zignorować nierówność, która w innym aucie wymusiłaby zwolnienie. I choć to nie samochód do terenowych przygód, to poczucie swobody jest w nim zaskakująco autentyczne.
Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, dla kogo jest Dacia Sandero Stepway, odpowiedziałbym tak: dla kogoś, kto chce mieć samochód, a nie projekt wizerunkowy. Dla kogoś, kto szuka narzędzia. Dla kogoś, kto nie potrzebuje dźwięku zamykania drzwi rodem z segmentu premium ani wykończenia, które sprawia wrażenie przesadnego luksusu. Dla kogoś, kto codziennie jeździ po mieście, czasem wyjedzie za miasto, czasem pojedzie na urlop i chce po prostu, żeby to było wygodne i przewidywalne. Dla kogoś, kto nie chce płacić za rzeczy, których nie potrzebuje.
Dacia Sandero Stepway należy do świata, w którym motoryzacja nie musi niczego udowadniać. W świecie, gdzie emocje budowane są coraz bardziej przez marketing niż przez jazdę – ona daje coś innego. Daje poczucie, iż można jeszcze mieć samochód, który nie próbuje być wszystkim naraz. Że można mieć auto, które po prostu jest. Jeździ. Służy. Towarzyszy. Że można mieć mobilność bez presji, bez napięcia, bez oczekiwań.
Nie każde auto musi być historią. Ale każde auto może być momentem w życiu – takim cichym, nienachalnym. I Sandero Stepway właśnie taka jest. I może właśnie dlatego, kiedy oddawałem kluczyki, złapałem się na myśli, iż w tej całej skromności jest coś niezwykle wartościowego. Coś, co trudno znaleźć dziś gdzie indziej.
Dane techniczne:
Silnik: 999 cmł, 3-cylindrowy, benzynowy 1.0 TCe 90 KM.
Moment obrotowy: 142 Nm przy ok. 1750 obr/min
Skrzynia: bezstopniowa automatyczna CVT (dostępna tylko w topowej wersji „Extreme”).
Bagażnik: 328 l standardowo; złożone tylne siedzenia — ok. 1108 l
Wymiary i proporcje: 410 × 185 × 159 cm, rozstaw osi 260 cm.
Prędkość maksymalna: 163 km/h.
Cena "na papierze": wersja CVT w 2024 r. wyceniona na ok. 89 000 zł.

22 godzin temu













